3 pytania, które słyszę jeżdżąc rowerem do pracy

3 pytania, które słyszę jeżdżąc rowerem do pracy

Rowerzyści, szczególnie ci całoroczni, bywają traktowani jak przybysze z kosmosu. O co najczęściej pyta się takich kosmitów?

Niedawno zmieniłem pracę. W poprzedniej firmie ludzie przyzwyczaili się do tego, że co rano przypinam rower przed wejściem. Z czasem przestało ich dziwić, że nie widujemy się na przystanku oraz to, że nie uczestniczę w dyskusjach nad problemami z firmowym parkingiem.

Nowe miejsce pracy oznaczało jednak konieczność odpowiedzi na pytania, z którymi dawno się nie zetknąłem. Pomyślałem, że część z nich jest dosyć uniwersalna i pewnie sami nie raz je słyszeliście. Zatem oto moja „żelazna trójka”.

Daleko mieszkasz?

To pytanie chyba pojawia się najczęściej i zwykle pełni rolę otwarcia do kolejnych pytań o rower. Dla mnie akurat jest o tyle komfortowe, że pozwala przekonać rozmówcę o tym, że mimo iż jeżdżę rowerem, nie zwariowałem jeszcze do końca.

Tak się składa, że mieszkam około dwóch kilometrów od miejsca pracy, więc dystans nawet dla laika jest do ogarnięcia. W zasadzie mógłbym chodzić pieszo, ale zwyczajnie mi się nie chce. Ciekawie było, gdy dwa lata temu dojeżdżałem prawie 9 kilometrów w jedną stronę. Te zdziwione miny kolegów z pracy – bezcenne :-)

O tej porze roku jeździsz rowerem?

„Ta pora” oznaczała początek lutego, bo właśnie wtedy zacząłem nową pracę. Fakt, to miesiąc zimowy. Faktem jest też to, że tegoroczna zima niewiele miała wspólnego z opowieściami naszych rodziców lub dziadków. W górach trochę śniegu nasypało, ale przynajmniej w Krakowie nie widziano ostatnio żadnych niedźwiedzi polarnych.

Zwykle staram się tłumaczyć, że okolice zera nie są specjalną przeszkodą w jeździe rowerem. Tak naprawdę można w miarę bezboleśnie jeździć przy temperaturze około -5 st. C. Wszystko jest kwestią właściwego stroju. W tym roku nawet tym nie musiałem się przejmować, bo zima rzadko dawała o sobie znać. Tym bardziej bawiły mnie wpisy znajomych na Facebooku. Gdy kilka dni temu zrobiło się ciepło, pisali na swoich tablicach: „W końcu przyszła wiosna, muszę wyciągnąć rower z piwnicy” :-)

Jeździsz tak ubrany?

Wbrew pozorom nie chodzi o to, że ubierałem się lżej od osób korzystających z komunikacji miejskiej. Pytanie padło, gdy miałem na sobie swój zimowy płaszcz, mniej więcej o takim kroju:

płaszcz zimowy

Moja rozmówczyni była zdziwiona, że nie mam na sobie specjalnych ciuchów, tylko ubranie, w jakim chodzi się na co dzień. Czy da się w takim stroju jeździć zimą rowerem? Przyznam szczerze, że są lepsze rozwiązania. Mając na sobie płaszcz zapinany w ten sposób trzeba liczyć się z tym, że przez szpary między guzikami dostaje się zimne powietrze. No ale ponieważ zimę mieliśmy lekką, to doszedłem do wniosku, że nie będę się wygłupiał i kupował specjalnej kurtki.

To właśnie moja „żelazna trójka”. Podejrzewam, że i tak mam łatwiej od osób, które podjeżdżają pod biuro rowerem z fotelikiem dziecięcym. Nie narzekam jednak – takie rozmowy to fajny sposób na szybsze poznanie nowych współpracowników.

Jestem za to ciekaw waszych doświadczeń – czy spotykacie się z podobnymi pytaniami i co najważniejsze – czy macie wypracowane standardowe odpowiedzi na nie? Dajcie znać w komentarzach.

Fot. Rich Carlson

35 Comments 3 pytania, które słyszę jeżdżąc rowerem do pracy

  1. Olo

    Najwięcej radości dawały mi miny znajomych, którym tłumaczyłem, że rowerem jeżdżę z lenistwa, bo nie muszę iść na przystanek, czekać na tramwaj i z przystanku znów iść kawałek do pracy. Wychodziłem, wsiadałem na rower i zsiadałem z niego pod samymi drzwiami, w czasie zdecydowanie krótszym niż rowerowa wyprawa. ;)

    Reply
  2. Danusia

    Wszystkie powyższe plus :
    – w spódnicy?!
    – jeździsz po chodniku czy po ulicy?

    i w zależności od sezonu / aury:
    (od listopada do kwietnia prawie codziennie) – ciągle śmigasz?
    – nie zimno ci?
    – nie gorąco ci?
    – nie mokniesz?

    I nie tyle pytanie, co komentarz „że też ci się chce”.

    Reply
  3. szpinakowefit

    Ja jeżdżę do pracy ok.16km w jedną stronę ;-) wszystkie pytania jak Ty słyszę plus czy ci się nie nudzi jadąc ;-P

    Reply
  4. Krzysztof Słychań

    Mam 13km w jedną stronę (poprzednio miałem 9). Jadę 20…30km/h i pokonanie tego dystansu zajmuje mi ok. godziny, bo trzeba odczekać swoje na światłach. Jeżdżę codziennie, także w ulewie – pod parasolem. Ponieważ zimnej/śnieżnej zimy nie widziałem od lat (i tu samochodziarze pewnie wyjadą z tekstem „powinniście być nam wdzięczni za ocieplenie klimatu”, nie? ;)), jeździ się super i nie ma problemów z zaspami, nieodśnieżonymi DDR itp. A najlepsze jest, że z mojego osiedla mogę pojechać jakieś 5km ciągłą infrastrukturą, najpierw pasem, potem DDR. W pewnym momencie odbijam i jadę jezdnią, dalej przez park, gównianą DDR, centrum handlowe Manufaktura, kolejny park i kawałek jezdnią. Potem ok. 4km wyremontowaną, reprezentacyjną ulicą Piotrkowską (tak naprawdę to główna trasa rowerowa północ-południe), dalej jakieś 2km jezdniami.
    Rozkopana Łódź jest zakorkowana w godzinach szczytu i nadaje się do jazdy, o ile jakaś puszka nie stanie przy krawężniku :(. Pewne odcinki są upierdliwe, rower trzeba przeprowadzać lub podnosić, by pokonać wysoki krawężnik (spróbujcie z obładowanym rowerem transportowym). Są też „złośliwie” zrobione ciągi pieszo-rowerowe na połamanych płytkach chodnikowych – unikam jak ognia, wolę mało ruchliwe, boczne uliczki.

    Reply
  5. Justyna

    Ja tam bardzo lubię przez całą zimę słuchać, jakim jestem hardkorem, że nawet w śniegu i mrozie codziennie pokonuję te 1,5 kilometra ;)

    Reply
    1. Majka Ge

      aż się nie opłaca iść na pieszo, bo tak dziwnie blisko, na pieszo to nudno i długo, komunikacja publiczna nie przewiduje takich połączeń, a samochód z zasady odpada ;)

      Reply
      1. Justyna

        Jak musiałam taszczyć rower z piwnicy to też mi się nie chciało, jak mam go luzem na parterze to chce się już dużo częściej :)

        Reply
      2. Maciej Rutecki

        Kiedyś do pracy miałem zaledwie 2 km, ale i tak jakoś dziennie wychodziło 30. A to podskoczyć do Gdańska, a to jakieś zakupy itp. A jak było słonecznie i nie w okresie turystycznym to wycieczka wzdłuż morza. 2km do samej pracy to bym sobie chyba darował (poza zimą, gdzie to jedyny pewny środek transportu), ale zawsze się znalazł powód żeby później pojeździć.

        Reply
  6. Dr J

    – Daleko masz?
    – Ile czasu ci to zajmuje?
    – Zwariowałeś żeby jezdzić w taka pogodę?

    To ostatnie pytanie pojawia się czesto w zimie. Jeżdżąc 10km do pracy gdy rano jest -20C i wszędzie leży ponad metr śniegu (nie mieszkam w Polsce) uchodzę za nieszkodliwego wariata.

    Reply
  7. nieobiektywniej

    Jeździłam kilka lat temu rowerem na uczelnię (zagranicą) i było to coś boskiego. Rower ma w sobie coś z rumaka ;) i po zajęciach, gdy była ładna pogoda, po prostu śmigałam sobie hen, gdzie wzrok i koła poniosły. A że uczelnia była na skraju miasta, właściwie na wylocie, w dodatku zielonym i wiodącym prosto w góry, z pięknym widokiem, tym bardziej chciało się tak wyrwać.Tam się nikt nie dziwił, obciachem wręcz było NIE jeździc na rowerze, przed uczelnią był ogromny zadaszony parking rowerowy. Jeździłam w codziennych ciuchach, niczym specjalnym, o bieliźnie termoaktywnej nawet wtedy nie słyszałam.

    Szkoda, że charakter pracy obecnie uniemożliwia mi jazdę na rowerze. Nie mieszkam daleko, ale 1. wożę ze sobą ciężki plecak z książkami / magnetofon / laptop (nie, nie mam na to szafki w pracy), 2. w pracy nie ma gdzie się przebrać czy odświeżyć, a mam zajęcia z ludźmi, więc nie mogę śmierdzieć potem (ani przedtem ;) ) Jak takie kwestie rozwiązać?

    Reply
  8. Ewka

    A ja mam takie pytanie. Jak jeżdżę sobie do pracy rowerkiem to często widzę jak ludzie jeżdżą w ubraniu, w którym podejrzewam później pracują cały dzień. Ja mam 10km do pracy i przez nierówne tereny również przejeżdżam, lubię szybko jechać więc do pracy dojeżdżam cała spocona. Mam ręczniczek i ubranie na przebranie więc doprowadzam się jeszcze do porządku. Podczas jazdy domyślam się, że widać po mnie moje wypociny ale po większości ja tego nie widzę zwłaszcza nie po tych co są „normalnie” ubrani. Najbardziej nie wiem co zrobić gdy w lecie jest tak gorąco, że gdy dojeżdżam to nawet włosy mam mokre :D A Wy jak sobie radzicie w tej sprawie? :)

    Reply
    1. Maciej Rutecki

      Jeśli chodzi o pocenie to należy jeździć swoim tempem, nawet wolniej, ale czas zaoszczędzisz na konieczności przebierania się i prysznica.

      Ja swojego czasu miałem z tym spore problemy (do szczupłych nie należę) i widzę, że kondycja przychodzi z czasem. I wcale nie trzeba jakoś trenować. Nadal potrafię się spocić, ale już nie bardziej niż jadąc przegrzaną SKM, więc chyba już jest dobrze.

      Technika jazdy też ma znaczenie: wyznaję zasadę, że hamulców się nie używa, bo to strata energii. W efekcie jeżdżę płynniej, wolniej, bardziej przewidująco, ale średnia prędkość większa.

      Co do tych normalnych ubrań — ja tylko takie zakładam: koszule, chinosy, czasem marynarka. Z bardziej sportowych rzeczy to: ciemno szary softshell (gdy pogoda jest zbyt brzydka na jasną parkę/płaszcz), półbuty trekkingowe (impregnowane z nubuku/weluru, zamiast klasycznej skóry, gdy leje deszcz lub śnieg) i chamska kurtka przeciwdeszczowa chyba zrobiona z ceraty, którą zakładam w ulewę (nakładana na zwykłą, podobnie jak dedykowane spodnie).

      Generalnie zasada jest prosta: jak nie leje, to ubrania bazujące w 100% na naturalnych materiałach (poza softshellem): bawełna, len, skóra, wełna. ŻADNYCH poliakryli, poliestrów itp. Wiem, że w damskich ubraniach jest z tym duży problem, ale warto poszukać coś co przy okazji długo posłuży. Na to awaryjnie coś przeciwdeszczowego, co mieści się w małym woreczku, w sakwie — wtedy jeździmy, niestety, wolniej. Ubieramy się na cebulkę, natychmiast zdejmując jedną z warstw, gdy robi się nam ciepło.

      Wszelkie wynalazki na membranie można sobie darować. Mam takie kurtki, ale do chodzenia pieszo.

      Testowane ok. 30km dziennie przez cały rok. Większość rozwiązań podpatrzona u Holendrów i Duńczyków.

      Reply
      1. Ewka

        Faktycznie, szczerze o tym nie pomyślałam. Niestety to nie dla mnie bo ja jeżdżę na rowerze też po to żeby wyładować swoją energię i emocję więc jak „depnę ostro i szybko na pedały” to dopiero w tedy czuję się wspaniale :)
        Dziękuję za przydatną wiedzę ;)

        Reply
  9. beenew

    Początek stycznia, jakieś 5 stopni na plusie. Sąsiad: Pan na rower? Zwariował Pan?
    Ja: tak!

    Reply
  10. beenew

    Jak z poprzedniej pracy poza miastem wracałem firmowym busem 50 km, to zamiast wsiadać w zapchany i zatęchły autobus żeby postać sobie w korku popołudniowym na Alei Wilanowskiej jadąc od pod metra w kierunku Lemingradu, wolałem iść te 5 przystanków pieszo nawet jak było -15. Ludzie patrzyli na mnie z okien zapchanego autobusu z jaKimś takim politowaniem albo sobotę wmawiam. Na moim przystanku czasami byłem równo z nimi, ale dotleniony

    Reply
  11. Bartłomiej Kołomijski

    Skąd ja znam te pytania :). Często ochroniarze się mnie pytają skąd jadę i ile to km bądź jak długo jadę .A do pracy mam w obie strony 33do36km zależy którędy jadę .

    Reply
  12. Fakirek.pl

    Słyszę głównie dwa pytania: [1] O to czy się nie pocę – nie chciałbym wyjść na cyborga, ale właściwie nie. Przejechanie ok. 4 km normalnym tempem nie powoduje, że powoduje u mnie szczególnego wysiłku – czy jestem dziwny?; [2] „W taką pogodę rowerem?” – Moja stała odpowiedź: Nie ma złej pogody na rower – tylko rowerzysta może być źle ubrany.

    Reply
  13. Paweł

    60 km do pracy w te i wewte
    Wygląda na to, że cywilizacja ma cechy wspólne zarówno w postępie technologicznym niezależnie od szerokości i tak samo w zadawaniu pytań 😉. U mnie akurat odpowiadam, ze nie stać mnie na auto, więc złożyłem sobie rower aby było taniej.
    – a to ile cię ten rower wyniósł?
    – a sporo taniej gdybym kupil nowy ze sklepu- tylko 10 tys.
    Tym sposobem zamykam drogę do dalszych powyzszych pytań rozmowcy- zazwyczaj na twarzy rysuje się pełne niezrozumienie.

    Reply
  14. JJ

    Słyszę podobne pytania, ale dużo zależy od tego z kim rozmawiam, jeżeli ktoś sam jeździ albo ktoś z rodziny to się tak nie dziwi, wtedy raczej pyta jaka trasa, ile czasu, itp. Na początku słyszałam śmieszne komentarze np. „Ja w tym wieku już nie jeździłam rowerem, miałam dziecko” albo „tak mi było Ciebie żal rano jak Cię mijałem samochodem”. Teraz się już wszyscy przyzwyczaili i traktują to jako takie pozytywne dziwactwo.

    Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *