Dziś będzie o przestrzeni miejskiej. Zauważyłem, że ostatnio jest to całkiem gorący temat. Źli robotnicy chcą ocieplać perły PRLowskiej architektury, źli hotelarze eksmitują mieszkańców ze Smoleńsk 22, a źli developerzy chcą zabudować Zakrzówek ku chwale Babilonu.
Nie jestem specem od przestrzeni miejskiej. Szczerze mówiąc, rzadko o niej myślę, chyba że akurat wyruszam w podróż rowerem na trasie rubieże Krakowa – centrum Krakowa lub z powrotem. Zainteresowanych tematem odsyłam do bloga stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Dziś chciałem się skupić na bankach i ich siedzibach, a dokładniej rzecz biorąc – liczbie owych siedzib.
Temat pojawił się właśnie na rubieżach Krakowa. Redakcja bloga Sto procent masła w maśle tym razem gotowała w terenie czyli w mieszkaniu na Nowym Bieżanowie. Z jednej strony widok na autostradę, z drugiej na elektrociepłownię w Łęgu. Małe kuleczki w panierce, których nazwy nie pamiętam oraz pizza wyszły pyszne. Zupełnie jak we włoskiej pizzerii. Żywiecki browar również nie zawiódł.
O co chodzi z bankami? Zastanawialiśmy się nad zagęszczeniem placówek banków i doradców finansowych w centrum miasta. Każdy, kto choć raz szedł ulicą Stradomską, Karmelicką czy Starowiślną wie co mam na myśli. W obrębie drugiej obwodnicy Krakowa banków jest więcej niż psich kup na plantach. Jest ich tak dużo, że rodzi się pytanie: jakim cudem utrzymanie placówki na co drugiej ulicy opłaca się danemu bankowi? Czynsz drogi, pracownikom trzeba płacić za sztuczne uśmiechy, a przeciętny klient zagląda do banku raz na ruski rok albo w ogóle korzysta z internetu.
Mimo tego oddziałów przybywa. Jakie są tego konsekwencje – wiadomo. Brak punktów usługowych, rugowanie knajp z atrakcyjnych lokacji i zamieranie ulic. Wychodzisz na ulicę i masz kilkanaście miejsc gdzie możesz się zadłużyć na resztę życia, ale piwa nie kupisz nigdzie. W praktyce wygląda to tak:
Smutny widok.


1 komentarz
Permalink
to może w banki jak w psie kupy? Straż Miejska ostrzega…