Co wolno było cykliście w 1901 r.?

Co wolno było cykliście w 1901 r.?

Poznaliście swoich pradziadków? Większość z was zapewne nie, jednak to oni właśnie byli świadkami czasów, gdy pierwsze rowery pojawiały się na ulicach polskich miast.

Ja nie miałem tego szczęścia. Moi pradziadkowie odeszli na długo przed moimi narodzinami. To jednak ciekawe uczucie, gdy uświadomicie sobie, że mogliście znać osoby, pamiętające końcówkę XIX wieku.

Wtedy właśnie w Krakowie zarejestrowano pierwszy rower. Dokładnie było to w 1869 r. Przez następne 27 lat w mieście pojawiło się kolejnych 300 jednośladów. Z dzisiejszej perspektywy to tyle, co nic. Dla władz austriackich taki wysyp rowerzystów (a właściwie: cyklistów) nie pozostał obojętny. Postanowiono, że trzeba sprawę uregulować i opracowano regulamin jazdy na kole w obrębie miasta Krakowa.

Treść regulaminu można znaleźć w gazecie „Czas” z 1901 r., której kopia jest dostępna na stronie Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej. Zobaczmy zatem, co zmieniło się po ponad stu latach w przepisach dotyczących rowerzystów.

Nie wolno: a) jeździć po chodnikach i drogach przeznaczonych dla pieszych, po plantacjach miejskich, ogrodach publicznych, ścieżką po nad Rudawą, ulicami Lubicz i Rakowiecką w dzień Wszystkich Świętych i dzień Zaduszny, ulicą Sienną od Rynku głównego do Małego, drogą po nad Rudawą w czasie trwania wyścigów konnych, po placach targowych w czasie trwania targów, po placach dla ćwiczeń wojskowych, oraz po miejscach zamkniętych dla pojazdów z powodu jak np. procesyi, pochodów pogrzebowych, robót publicznych i t. d.;

Niedawno prezydent podpisał nowelizację ustawy Prawo Wodne, dopuszczającą jazdę rowerem po wałach przeciwpowodziowych. Nie wiedziałem, że zakaz ten ma tak długą tradycję ;-) Ciekawostką dla osób znających Kraków jest też zapewne niedopuszczenie rowerów na ulicę Sienną. Dziś to trasa chętnie wybierana przez rowerzystów (wyjazd z Rynku na południe).

b ) prowadzić koła przez chodniki;

Dosyć dziwny zakaz, prawda? Obstawiam, że wynika ze stanu, w jakim znajdowały się krakowskie ulice na przełomie wieków. Dużo błota i końskie odchody mogły sprawiać, że rower był brudny i mógł ubrudzić mijanych przechodniów.

stare rowery kraków

c) jeździć po ulicach kilku osobom obok siebie; d) brać z sobą na koło małe dzieci; e) przywiązywać psów do koła; f) jeździć na kole nie trzymając w rękach kierownicy.

Tu chyba niewiele się zmieniło, chociaż dziś pod pewnymi warunkami dwie osoby mogą jechać obok siebie. Zastanawiam się, czy obecne przepisy mówią coś wprost o przywiązywaniu psów do rowerów. Jeśli wiecie coś na ten temat, dajcie znać w komentarzach.

Kolarz winien wymijać w lewo, wyprzedzać w prawo, jechać na skrętach i krzyżowaniach się ulic powoli i w czas ostrzegać dzwonkiem.

Wymóg dzwonienia to ciekawy znak czasów. Teraz raczej trudno wyobrazić sobie, że można skutecznie ostrzec dzwonkiem kierowcę zamkniętego w kabinie samochodu.

Nie wolno jechać szybko t. j. w tempie przewyższającem chyżość raźnego kłusu koni.

To mój ulubiony fragment :-) Jak myślicie, ile to może być w kilometrach na godzinę? Dajcie znać w komentarzach.

Do kierownicy każdego koła mają być przymocowane: hamulec i donośny dzwonek, nocną zaś porą do przodu koła u góry zapalona latarka o szkle bezbarwnem.

stare rowery

Wojskowi w służbie czynnej i żandarmi podlegają temu regulaminowi wtedy, jeśli nie są w akcyi wojskowej, albo jadą na kole w cywilnem ubraniu. Jednak i w tych wypadkach należy się w razie przekroczenia regulaminu ograniczyć do doniesienia o tem, przynależnej władzy.

Nie było taryfy ulgowej dla mundurowych. Kiedyś rowery rejestrowano, a z tyłu montowano tabliczki rejestracyjne. Zakładam, że to znacznie ułatwiało złożenie donosu i zidentyfikowanie cyklisty łamiącego regulamin. A co groziło w razie wykroczenia?

Na wezwanie organów policyi lub magistratu winien każdy kolarz zsiąść z koła i wylegitymować się. Jeśli nie może wylegitymować się, winien udać się ze strażą do najbliższego lokalu władzy bezpieczeństwa i tam na żądanie złożyć koło, dla zabezpieczenia grzywny.

Przekroczenia tegoż regulaminu – o ile nie podpadają pod postanowienia ustawy karnej – ulegną karze pieniężnej do 100 złr., albo aresztu do dni 14.

Areszt za prowadzenie roweru chodnikiem brzmi dosyć surowo :-) Jeśli znacie inne stare zwyczaje albo przepisy rowerowe, dajcie znać w komentarzach.

 

Źródła: I Bike Kraków, Czas

Fot. 1, 2, 3

  • Rafał Urbanek

    Jeśli chodzi o „tempie przewyższającem chyżość raźnego kłusu koni.” to jest to 250m/min. co po przeliczeniu daje nam 15km/h. Jednakże niemożność jest wyliczyć dokładne tempo kłusu przy licznej ilości ras konii. Aczkolwiek przyjmuje się średnie tempo 15-20 km/h w zależności od danych ksiąg opisujących rasy koni.

    =

    • Dzięki Rafał za te dokładne wyliczenia :-)

  • Pingback: Historia roweru w Polsce - 10 mniej znanych faktów » Miejski blog rowerowy()