12 lip

Co zapamiętam z mistrzostw świata

Mundial, mundial i po mundialu. Czas na krótkie podsumowanie.

Vuvuzela

Co zapamiętam z mundialu

Najbardziej zapadły mi w pamięć wuwuzele. Przedmiot z kategorii im większy kretynizm, tym lepiej. Na naszych oczach plastikowe trąby z każdym dniem stawały się coraz silniejszym internetowym memem, a nawet narzędziem walki z systemem. Pewien nowojorczyk, Adam Quirk, skrzykuje (albo już skrzyknął) setkę ludzi, którzy będą stać pod siedzibą BP w Londynie i napieprzać wuwuzelami non-stop w ramach protestu przeciwko wypadkowi przy pracy, jaki przydarzył się koncernowi w Zatoce Meksykańskiej. Chciałbym zobaczyć miny krawaciarzy z BP.

Dźwięk wuwuzeli jest wkurzający, ale trzeba przyznać jedno. Gdy w trakcie meczu kibice zsynchronizują swoje sprzęty i trąbią falami, jedno uderzenie za drugim, to robi niezłe wrażenie.

Na drugim miejscu mundialowych wspominek umieszczam radość Hiszpanów po zdobyciu mistrzostwa. Wczoraj widziałem w telewizji jak kilka godzin przed meczem zbierają się na placach przed telebimami. Potem oglądałem ekstazę, jaka wybuchła po strzeleniu jedynej bramki. Dziś Hiszpanie witali swoją reprezentację jak zesłańców niebios. Trochę im zazdroszczę i zastanawiam się kiedy znajdę się w podobnym tłumie, reagującym euforycznie na bramkę swojej drużyny. Moje zainteresowanie piłką nożną ogranicza się do picia piwa i darcia gęby z kolegami gdy nasi po raz kolejny dostają łomot od Niemców w trakcie którychś eliminacji (bo zawsze trafiamy na Niemców i zawsze „drugi Grunwald” zamienia się w „drugie Westerplatte”). Mimo to chciałbym poczuć chociaż namiastkę tego, co dziś przeżywają Hiszpanie.

W niedzielę 27 czerwca nie widziałem jak Niemcy masakrują Anglików. Byłem za to na urodzinach Radiofonii, gdzie usłyszałem wykonanie koncertowe Come as you are Nirvany. Tą genialną interpretację zespołu Pink Freud zapamiętam na długo. Ciary przechodziły po plecach. Reszta koncertu też mocna, chwilami chłopaki grali równie dobrze jak Radiofonia Band. Było git i bomba, kto nie był, ten trąba.

6,50 zł – tyle pieniędzy wygrałem na zakładach, jakie robiliśmy w pracy w trakcie 1/8 finału. Podejrzewam, że przepuściłem porównywalną kwotę, ale obstawiałem metodą „na ośmiornicę”, co oznacza, że na futbolu znam się równie dobrze jak głowonóg z berlińskiego zoo. Mam tylko mniej szczęścia.

Czego nie zapamiętam z mundialu

Oficjalnego hymnu imprezy. Podobno wykonywała go niejaka Shakira i podobno jest zatytułowany Waka Waka. WTF?!

Na pewno nie zapamiętam meczu finałowego. Sekwencja faul, żółta kartka, faul, rzut wolny, faul znudziła mnie po pierwszej połowie.

Nie zapamiętam też reprezentacji Francji, Włoch, Brazylii. Bo nie ma czego. Ze sławnych drużyn być może zapamiętam Niemców. Spuścili łomot Anglikom, czterokrotnie pakując piłkę do bramki poddanych królowej. Zmasakrowali Argentynę wygrywając 4:0. Zapamiętam ich, bo napawają mnie optymizmem. Za każdym razem, gdy gramy mecz z Niemcami, dostajemy w dupę mniej więcej 4:0, przy dobrych wiatrach 4:1. Stąd wniosek, że polska reprezentacja gra na zbliżonym poziomie do Brytyjczyków i wychowanków Diego Maradony.

Foto: Mat Honan, CC license

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*