Czego dowiedziałem się o Krakowie podczas wizyty w Rzymie

Czego dowiedziałem się o Krakowie podczas wizyty w Rzymie

Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Czasami warto odwiedzić tę drugą stronę i sprawdzić, jak jest naprawdę.

„Wszystko, co zachodnie, jest lepsze” – to zdanie powtarzano przez lata na tyle często, że weszło nam w krew. Stało się tautologią, prawdą, której nikt nie weryfikuje. „Tam jest lepiej, wiadomo. Nie to co u nas…”.

W tym roku wakacje spędziliśmy po tej drugiej stronie płotu. Byliśmy we Włoszech. Odwiedziliśmy Rzym i jego okolice, Neapol oraz wyspę Ischia. Nie są to co prawda Niemcy, czy Wielka Brytania, z którymi tak lubimy się porównywać, ale w roli „lepszego Zachodu” Włochy sprawdzają się całkiem nieźle.

Sprawdziliśmy więc jak wygląda ruch rowerowy w Wiecznym Mieście i innych miejscach, które widzieliśmy. Patrzyliśmy kim są rowerzyści i na czym jeżdżą. Chcieliśmy przygotować reportaż, pokazujący rzymskich rowerzystów. Pojawił się tylko jeden problem.

W Rzymie nie ma rowerzystów

Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, patrząc na zaparkowane pojazdy. Włosi kochają motoryzację i to widać. Rzymianie kochają skutery – to widać jeszcze lepiej. Na 10 spotkanych pojazdów 6 będzie skuterami, 3 to samochody, a najwyżej 1 to rower.

skutery w rzymie

W starym mieście rowerów używa się do pokonywania bardzo krótkich dystansów – najwyżej dwóch, trzech przecznic. Z resztą widać to po stanie maszyn, przypiętych gdzieniegdzie.  Typowy rzymski rower jest zardzewiały i zaniedbany. Często to tani góral z supermarketu, który ma jeździć, a nie wyglądać. W Rzymie naprawdę ciężko znaleźć zadbane miejskie rowery, do których przyzwyczailiśmy się w Krakowie.

rowery w rzymie

Równie rzadkim gatunkiem są ostre koła. Podczas dwóch dni spędzonych w Rzymie spotkaliśmy tylko jeden egzemplarz. Nie oznacza to jednak, że moda na ten typ rowerów nie dotarła do Włoch lub się tam skończyła. Powód jest bardziej prozaiczny.

W Rzymie jest bruk

ulica w rzymie

W dodatku jest wszędzie. Dosłownie wszędzie. Poza największymi arteriami wylanymi asfaltem, gdzie natężenie ruchu i tak uniemożliwia bezpieczną jazdę rowerem, pozostałe ulice starego miasta są wybrukowane. Owszem, wyglądają malowniczo na zdjęciach, ale bardzo utrudniają dłuższą jazdę na dwóch kołach. Tym bardziej, jeśli te koła są postawione na cienkich oponach.

ostre koło w rzymie

Jednak nawet grube, terenowe opony niewiele pomogą w obliczu kolejnej niedogodności. Rzym jest bowiem położony na siedmiu wzgórzach. Pomiędzy nimi znajduje się mnóstwo pomniejszych górek, które sprawiają, że miasto sprawia wrażenie falowania. Co chwilę wznosi się w górę długim podjazdem, by zaraz potem opadać krótką i stromą uliczką.

Jazda po Wiecznym Mieście musi przypominać wycieczkę na Wyżynę Krakowsko-Częstochowską. Jest pięknie, ale w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że rowery elektryczne są dobre nie tylko dla emerytów. Podobnie myślą rzymianie. Spośród nielicznych napotkanych rowerów, które nie były zardzewiałymi gratami, wiele jednośladów miało wspomaganie elektryczne.

rower elektryczny w rzymie

Elektryki równie często spotykaliśmy w innych włoskich miejscowościach. Zapewne Włosi traktują je jako coś w rodzaju wolniejszych i tańszych skuterów. Rowery elektryczne w Rzymie często są dodatkowo składane. Dzięki temu można je wygodnie zabrać do metra, ponieważ na system roweru miejskiego nie ma co liczyć. Podobno istnieje, ale spotkaliśmy się z nim tylko na stronach internetowych dla turystów. Nie udało nam się znaleźć ani jednej stacji. Podobny rezultat przyniosły poszukiwania dróg i stojaków rowerowych, co prowadzi do kolejnego wniosku.

W Rzymie nie ma infrastruktury rowerowej

Narzekasz na zbyt małą liczbę ulic jednokierunkowych z kontrapasami? Stojaki rowerowe w popularnych miejscach są ciągle zajęte? Masz dosyć pieszych chodzących po drogach dla rowerów? W zabytkowej części Rzymu nie spotkasz się z tymi problemami.

Widzieliśmy zaledwie dwa przejawy infrastruktury rowerowej Wiecznego Miasta. Pierwszym były tabliczki z oznakowaniem miejsc parkingowych – wspólnych dla rowerów i skuterów. Nie trzeba chyba dodawać, że w praktyce korzystały z nich prawie wyłącznie skutery.

skutery i rower w rzymie

Na drugi ślad infrastruktury wpadliśmy przechodząc przez jeden z mostów na Tybrze. Z góry widać bowiem asfaltową (!) drogę rowerową, biegnącą bulwarami. Nadbrzeże Tybru przypomina Wisłę przepływającą przez krakowskie stare miasto. Jest rzeka, pas zieleni, droga rowerowa i kamienny mur, trzymający rzekę w ryzach, gdy wzbiera. Jest tylko jedna różnica – mur jest niemal dwa razy wyższy niż ten w Krakowie, a żeby dostać się z ulicy na bulwary trzeba pokonać strome schody. Nie ma wygodnych zjazdów rozstawionych co kilkaset metrów.

droga rowerowa rzym

Dużym zaskoczeniem była dla nas wizyta na Via Appia. To starożytna droga, której budowę rozpoczęto w 312 r. p.n.e. Do dziś zachowały się odcinki z kamienną nawierzchnią sprzed dwóch tysięcy lat (reszta to dobrze znany bruk). Zmieniła się tylko funkcja. Trakt, po którym kiedyś maszerowali legioniści i jeździły wozy z zaopatrzeniem dziś jest używany przez spacerujących turystów i rowerzystów. Droga pełni rolę podobną do trasy łączącej Kraków z Tyńcem.

via appia rower

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu…

…ale nie są to drogi rowerowe. Nie piszę tego jednak, by narzekać. Daleko mi do turystów, którzy spędzają urlop dokumentując każdą dziurę w ścianie, żeby później otrzymać zwrot kosztów wycieczki w ramach reklamacji.  Byłem w Rzymie kilka razy, ale po raz pierwszy patrzyłem na niego oczami rowerzysty.

Przekonałem się, że już czas wyleczyć się z odwiecznego kompleksu niższości wobec Zachodu. Są bowiem dziedziny, w których radzimy sobie naprawdę nieźle. Wciąż daleka droga dzieli Kraków i inne polskie miasta od Kopenhagi, ale już wiem, że wcale nie ciągniemy się w końcówce stawki. Zapewne podobnie jest pod wieloma innymi względami. Czasami tylko nie dostrzegamy tego, bo tak bardzo skupiamy się na trawie rosnącej u sąsiada, że zapominamy o własnym podwórku.

11 Comments Czego dowiedziałem się o Krakowie podczas wizyty w Rzymie

  1. Maciek - Na Rower! Blog

    No proszę, kto by się spodziewał… Myśląc o ruchu ulicznym w Rzymie spodziewałem się proporcji 40% skutery, 40% rowery i 20% samochody…

    Reply
  2. olgacecylia

    Miałam podobne przemyślenia po wizycie w Rzymie. Dodatkowo jeszcze w wielu miejscach jest tam straszny tłum, a Włosi jeżdżą jak szaleni. Nie chciałabym tam jeździć na rowerze! To zdecydowanie nie jest ani Amsterdam, ani Kopenhaga :-)

    Reply
  3. Włodzimierz Nowak

    Polecam za to we Włoszech Bolonię albo Ferrarę. Tam rower powoli staje się tak częsty jak w Monachium.

    Reply
    1. Gali Galil

      Także Mediolan. Bardzo dużo osób używa roweru do przemieszczania się po mieście. Spodobało mi się rozwiązanie przeniesienia napędu w rowerach miejskich. Zamontowany jest wał kardana zamiast przekładni łańcuchowej. Pewnie jest to związane z wyższą niezawodnością.

      Reply
      1. Maciej Kurek

        Wał Kardana to w ogóle ciekawe rozwiązanie. Podobno jest bardziej niezawodny i bezobsługowy niż łańcuch. Ciekawe tylko dlaczego w takim razie nie jest tak popularny? W każdym razie będziemy się na blogu przyglądać tej konstrukcji i na pewno napiszemy o tym wpis.

        Reply
        1. Gali Galil

          Dużo droższe rozwiązanie, które pewnie też sporo więcej waży w porównaniu do przekładni łańcuchowej.

          Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *