Dlaczego jazda rowerem niektórych męczy?

Dlaczego jazda rowerem niektórych męczy?

Pytanie zawarte w tytule nie dawało mi spokoju od dłuższego czasu. Dziś, gdy siedziałem na ławce nad Wisłą, znalazłem na nie odpowiedź.

Zacznijmy od tego, że dla mnie jazda rowerem jest synonimem braku wysiłku. Rzecz jasna, mam na myśli poruszanie się po mieście w okolicznościach innych niż alleycat. Co więcej, często łapię się na tym, że jeżdżę rowerem z czystego lenistwa (sorry Planeto, nie robię tego dla ekologii). Po prostu poruszanie się piechotą jest długie, nudne i męczące. To podejście doskonale podsumował mój znajomy Miłosz, mówiąc: „Pojadę rowerem, nie będę chodził jak zwierzę”.

Jednak ten punkt widzenia nie jest powszechny. Wiele osób tłumaczy, że w sumie, to chciałoby jeździć po mieście, ale ich to męczy. Zamiast tego decydują się na podróżowanie tramwajem lub autobusem, gdzie szansa na to, że któryś z pasażerów będzie śmierdział, oscyluje w okolicach 90% (w chłodne miesiące spada do 80%). Co ich tak męczy w jeździe rowerem?

Odpowiedź poznałem, będąc na bulwarach wiślanych. Osoby nieznające Krakowa muszą wiedzieć, że to popularna trasa do jazdy rekreacyjnej. Szczególnie w weekendy można spotkać tam wielu – nomen omen – niedzielnych rowerzystów. Siedziałem przez chwilę na ławce i obserwowałem przejeżdżających przede mną ludzi. Okazało się, że co trzecia osoba ma zbyt nisko opuszczone siodełko rowerowe lub niedopompowane koła.

Litości, rozumiem, że można nie znać się na „tych rowerowych sprawach”, ale też nie trzeba być szewcem, żeby właściwie dobrać rozmiar buta. Drodzy zmęczeni rowerzyści, odkręcenie jednej śruby albo ruszenie kilka razy pompką nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Za to może podnieść komfort jazdy kilkukrotnie.

Bardziej wyprostowana noga pracuje efektywniej, a właściwe ciśnienie w kołach oznacza mniejsze opory toczenia. Proste. Polecam wziąć klucz i poeksperymentować, bo naprawdę warto. A jeśli chcesz zrobić doktorat z regulowania siodełka, to zaopatrz się w poziomicę, pion ciężarkowy i przeczytaj ten tekst Łukasza.

Fot. Jeremy Brooks

  • Do tego mogę jeszcze dodać brak dbałości o stan techniczny roweru. I nie chodzi o to, by rower był w stanie idealnym. Ale czasami jak się słyszy piszczący rower, to włosy na plecach stają dęba.

    Nic dziwnego, że rower z brudnym i nienasmarowanym łańcuchem, albo skrzypiącą piastą jedzie dużo ciężej, niż rower o który ktoś dba i na czas go serwisuje.

  • Spostrzeżenie co do siodełek jak najbardziej trafione. To chyba jakaś plaga, szczególnie że (przynajmniej w Trójmieście) jest coraz więcej punktów gdzie są narzędzia i można poprawić je sobie za darmo. Może jakaś akcja informacyjna?
    Za to nie zgodzę się, że samo podniesienie siodełka i podpompowanie kół załatwią sprawę. Rower to jednak zupełnie inne mięśnie i inna pozycja. I dopóki się człowiek nie przyzwyczai, to faktycznie może być bardziej męczące od chodzenia. Plus to, o czym pisze Łukasz – stan roweru. Plus sam rodzaj roweru, o czym sama przekonałam się przesiadając z mieszczucha na górala.
    A najbardziej męczącym elementem jazdy i tak pozostaje konieczność wytaszczenia roweru z piwnicy :)

  • Pingback: Jak napompować koła w rowerze miejskim? | Miejski blog rowerowy()

  • Pingback: Jak ustawić wysokość siodełka w rowerze miejskim » Miejski blog rowerowy()