Jak nie zaliczyć gleby zimą – technika jazdy rowerem po śniegu i lodzie

Jak nie zaliczyć gleby zimą – technika jazdy rowerem po śniegu i lodzie

Na północy nazywają to „viking biking” – jazda rowerem zimą, bez względu na warunki. Jak oni to robią? Wbrew pozorom, to wcale nie jest takie trudne.

No to się doczekaliśmy. Jeszcze niedawno wrzucałem na Instagrama zdjęcie, na którym zimy w Krakowie jest tyle, co studentów w święta. Ostatnio jednak coraz częściej zastanawiam się rano, czy lepszym pomysłem nie będzie jazda tramwajem do pracy. Zima daje o sobie znać i zdarzają się dni ze śniegiem i lodem. Na szczęście taka pogoda nie zawsze oznacza, że trzeba rezygnować z roweru. Wystarczy pamiętać o kilku zasadach, by dojechać i wrócić w jednym kawałku. Poznajcie zatem kilka sztuczek, które pomagają mi przetrwać zimę z dala od komunikacji miejskiej.

Śnieg i rower nie muszą się wykluczać

Wbrew pozorom, śnieg to najmniejsze zmartwienie. Nawet, gdy napada go sporo, zwykle nie uniemożliwia jazdy. Po prostu pedałuje się ciężej niż zwykle. Dla rowerzysty śnieg bywa groźny, gdy jest mocno ubity. Wtedy może tworzyć śliską warstwę, na której łatwo o poślizg. Uważajcie w okolicach przystanków i ogólnie w miejscach, gdzie często chodzą ludzie, udeptując śnieg butami.

Testowe hamowanie

017 - Cycling in Winter in Copenhagen

Sytuacja komplikuje się, gdy pod świeżym śniegiem kryje się śliska warstwa lodu albo ubitego śniegu właśnie. Jadąc w takich warunkach jak na zdjęciu, trudno ocenić, czy na najbliższym zakręcie nie wpadnie się w poślizg. Zwykle w takich sytuacjach stosuję coś w rodzaju testowego hamowania. Sprawa jest prosta. Najpierw rozglądasz się, czy jest bezpiecznie (nie jedzie samochód, nie ma przechodniów itp.), a potem hamujesz, żeby sprawdzić, czy tylne koło wpada w poślizg. Jeśli tak, trzeba zwolnić.

Zwolnij, szczególnie na zakrętach

W ogóle jazda zimą jest wolniejsza niż w pozostałych porach roku. Gdy dodatkowo przez noc napada sporo śniegu, to nie musisz pamiętać o tym, by zwolnić. W takich warunkach po prostu nie da się jechać szybko (chyba, że masz górala, ale to oznacza, że trafiłeś na niewłaściwy blog). Warto uwzględnić to i rano wyjechać kilka minut wcześniej. Wolniejsza jazda jest szczególnie ważna na zakrętach – tam najłatwiej o poślizg. Dlatego w miarę możliwości staraj się pokonywać zakręty jak największym łukiem, zachowując szczególną uwagę.

Zapomnij o przednim hamulcu

RodFrenchSliding048-25a

Poślizg przedniego koła to najgorsze, co może przytrafić się zimą. Gdy do niego dojdzie, w zasadzie nie ma ratunku. Czeka cię gleba. Dlatego hamowanie przodem jest takie groźne. Z kolei przy poślizgu tylnego koła jest jeszcze szansa na wyratowanie sytuacji. Gdy tył roweru zaczyna uciekać, odruchowo podpieramy się nogą tak jak na zdjęciu. To daje trzy punkty podparcia i pozwala jakoś wymanewrować z zachowaniem godności. Maciej, jeden z czytelników bloga, dodatkowo radzi na Facebooku, by w razie poślizgu tylnego koła mieć wyprostowaną nogę, na której się podpierasz. Przetestuję przy najbliższej okazji.

Załóż opony z bieżnikiem

opony do roweru - schwalbe land cruiser

Przyznam szczerze, że w tym roku jeszcze nie zastosowałem się do tej rady. Jeżdżę na typowych oponach miejskich, głównie dlatego, że śnieżnych dni było na tyle mało, że nie chciało mi się ich wymieniać. W zeszłych latach zwykle przekładałem opony z roweru trekingowego do mieszczucha i było OK.

Jeśli chcesz kupić gumy na zimę, wystarczą opony trekingowe. Moim zdaniem specjalne modele z metalowymi kolcami to zbędny wydatek. Bieżnik pomaga podczas jazdy po śniegu. Jeśli masz dwie opony i jedna z nich jest bardziej zużyta, załóż ją na tylne koło. Pamiętaj o tym, co pisałem o poślizgu przedniego koła. Lepiej zapewnić mu maksymalną przyczepność.

Po lodzie jedź prosto

Skoro o zamarzniętej wodzie mowa, lód jest tym, co w obiegowej opinii wyklucza jazdę rowerem zimą. Prawda jest taka, że w mieście tego lodu nie ma wiele. Można jednak natrafić np. na zamarznięte kałuże. Co wtedy? Najlepiej je omijać, a jeśli nie jest to możliwe, należy przejeżdżać po lodzie na wprost bez skręcania kierownicy. Każdy skręt na tak śliskiej nawierzchni kończy się tak:

Sprawdzaj prognozy pogody

O ile zamarznięta kałuża jest czymś, po czym da się przejechać, o tyle gołoledź to prawdziwy hardcore. W takie dni nawet nie wsiadam na rower. Na szczęście gołoledź można przewidzieć. Jeśli w nocy pada deszcz, a rano ma być ujemna temperatura, to lepiej nie ryzykować. Wystarczy sprawdzić prognozę pogody. Lokalne media często ostrzegają też przed gołoledzią.

prognoza pogody

Krawężniki pokonuj pod kątem 90 stopni

Śnieg lubi zbierać się przy krawężnikach i w miejscach, gdzie droga rowerowa łączy się z jezdnią. Najechanie na taką krawędź pod kątem ostrym może spowodować, że przednie koło zacznie się po niej ślizgać. Pokonywanie krawężnika pod kątem maksymalnie zbliżonym do 90 stopni, tak jak na zdjęciu poniżej, znacznie zmniejsza to ryzyko.

krawężnik

Jedź ulicą

Oczywiście nie chodzi o ruchliwe arterie, ale o zwykłe, osiedlowe ulice. Często są odśnieżone i posypane solą. Nawet jeśli nie, to samochody na oponach „rozwożą” sól zebraną na większych ulicach. Dzięki temu w wielu takich miejscach jezdnia jest mokra i można po niej bezpiecznie przejechać rowerem.

To wszystko, co przychodzi mi do głowy w temacie. Czekam na wasze patenty na jazdę po śniegu i lodzie. Podzielcie się nimi w komentarzach :-)

Fot. 1

  • Maciej Rutecki

    Widzę, że umieściłeś link do filmiku „Glad In Lelystad”, polecam przyjrzeć się tym, którzy wyszli z poślizgu bez wywrotki (szczególnie w minucie 1:35). Film powstał dla żartu, ale jest niezłym instruktarzem.

    No i z spraw, o których wspomniałem na Facebooku: niższe biegi (tak o 1-2 mniej niż latem): łatwiej jedzie się w śniegu, a i mniejszy nacisk na pedały oznacza mniej niesymetrycznych sił, które skończą się klasycznym wywinięciem „orła”, tylko że wykonanym na rowerze. Podobnie jak pomysł wstawania z siodełka. Jeździmy spokojniej i dostojniej, chyba że chcemy robić za rozrywkę dla postronnych obserwatorów.

    Niektórzy radzą obniżyć siodełko, aby środek ciężkości był niżej. Szczerze mówiąc nie mam do tego zaufania: pozycja powinna być wygodna, a to jest niezależne od pory roku. W zimę jeszcze często mamy buty o grubej podeszwie, co dodatkowo powoduje, że nogi mamy bardziej ugięte w kolanach.

    BTW dziś miałem okazję zupełnie niespodziewanie przetestować prostowanie nóg podczas poślizgu, gdy pod świeżym śniegiem nie zauważyłem tafli lodu: skończyło się na obrocie roweru o niemal 180 stopni. Stało się to tak szybko, że nawet się nie zdążyłem zestresować. :D Ale prostowanie nóg działa chyba tylko na rowerach miejskich, gdzie siedzi się niemal jak na kanapie.

  • Karol Szklarski

    Hamowanie jedynie tyłem, w przeciwieństwie do hamowania oboma naraz, powoduje że tylne koło ma „więcej do roboty” i łatwiej wpadnie w poślizg. Trudny wybór. Ja hamuję oboma, ale tylnym mocniej. Muszę wypróbować patent z 1:35 na filmie :)

    • Maciej Rutecki

      Zależy jak bardzo jest ślisko, ale i nawet słaby bębnowy hamulec z tyłu można zablokować, a to nie jest dobre na lodzie. O ile w nie-zimowe pory używam obydwu, to parę dni temu właśnie tylni ułatwił mi kontrolę kierunku jazdy jak wpadłem w poślizg.

      To że tylne koło zablokujesz to luz, bo poślizg tyłu łatwo kontrolować. Przód by oznaczał zazwyczaj glebę i poobijane kończyny.

  • Krzysztof Słychań

    Dodam jeszcze parę rzeczy:
    -torowiska też pokonujemy pod kątem maksymalnie zbliżonym do prostego – im cieńsze opony, tym bardziej zwracamy na to uwagę;
    -jakość odśnieżenia jezdni (a co dopiero ddr) może różnić się diametralnie na krótkim odcinku,
    -jeszcze ważniejsze jest łapanie kontaktu wzrokowego z innymi uczestnikami ruchu,
    -zasada ograniczonego zaufania staje się zasadą nieograniczonej nieufności,
    -na ośnieżonych / oblodzonych odcinkach jedziemy bliżej środka pasa ruchu, żeby zniechęcić do wyprzedzania (po co kierowcy wyprzedzają, aby 50m dalej wyłączyć się z ruchu? nie wiem…)

  • Świetny tekst! Dodałbym jeszcze jedno:
    – warto trochę spuścić powietrze z kół, zawsze to trochę zwiększy powierzchnię kontaktu opony z nawierzchnią;
    – widoczność! Zimą kierowcy nie spodziewają się rowerzystów, a ich szyby są często brudne i zaparowane. Warto zadbać o oświetlenie, odblaski, kamizelkę odblaskową…
    Najgorsze są nagłe zmiany kierunku, kiedyś tak zaliczyłem zimową glebę jak rzucił się do mnie pies i instynktownie odbiłem w bok… 4 tygodnie w gipsie :)

  • Waldek

    Bardzo trafne rady.
    Z doświadczenia powiem, że opony z kolcami mają sens na lodzie, równo ubitym śniegu, gołoledź też jest mniej straszna jeżeli masz przednią oponę z kolcami.
    Metalowe kolce nie mają znaczenia w brei śniegowej, póki nie sięgną twardej śliskiej powierzchni.
    Lodowo śniegowe koleiny – nie ma na nie rady.

  • JS

    Piszecie że opony z kolcami to „zbędny wydatek”, a ja bym jednak zachęcał by zaszaleć na te 150zł i kupić sobie choć jedną oponę (na przód). Oczywiście są sytuacje gdy kolce nie pomogą (głęboki śnieg), ale przez kilka-kilkanaście tygodni typowej polskiej zimy będziesz BARDZO zadowolony. Praktycznie zniknie groza „czarnego lodu” na boku drogi, ostrzeżenie o gołoledzi będzie dla Ciebie znaczyło jedynie, że dziś będzie się jechało przyjemniej niż zwykle (bo ruch będzie nieco mniejszy), miejsca które kiedyś traktowałeś jako lodowe pułapki (np. oblodzona droga nad potokiem) staną się miejscem na fajne przejażdżki.

    3 lata temu kupiłem na próbę Schwalbe Snow Stud (tylko 2 rzędy kolców – na boku opony, da się jechać po suchym asfalcie) i było tak fajnie, że rok później zażyczyłem sobie drugiej opony na urodziny. I to był doskonały, trafiony prezent! W szczególności miałem super frajdę objeżdżając wczesną zimą wszystkie ścieżki w okolicy, które w lecie są błotniste a w zimie zasypane wysoko śniegiem – dzięki odporności na lód mogłem poznać miejsca normalnie prawie niedostępne. Super sprawa.

    Ale niezależnie od frajdy z jazdy warto się zastanowić czy 150zł to naprawdę wygórowana cena za podniesienie bezpieczeństwa. Są sytuacje, gdy jadąc bokiem drogi naprawdę sporo ryzykujesz dużo objeżdżając szeroko np. zamarźnięte kałuże. A na oponie z kolcami po prostu delikatnie przez nie przejeżdżasz.

    Nie każdy chce robić za miejskiego wojownika, który codziennie ryzykuje życie dla idei dojazdu do pracy na rowerze. Jeśli Cię stać na 150zł na podniesienie bezpieczeństwa a przy okazji zwiększenie frajdy z zimowej jazdy – kup oponę zimową.

    • Maciej Rutecki

      Dużo zależy jakie masz warunki drogowe. Na trasie Gdynia- Gdańsk (24km) mimo dużej wilgotności powietrza, mam tylko chyba z dwa po ok 50 metrów odcinki, gdzie szczególnie muszę uważać. Pozostałe to czarny asfalt, lub breja ze śniegu i soli. Na tych 50 metrach to mogę nawet zejść i poprowadzić rower (przy okazji rozgrzeję stopy).

  • adam

    Dzisiaj się pierwszy raz przewróciłem. Ale to dlatego, że wjechałem w koleinę oblodzoną. To było w takim lasku/parku miejskim. Spora nauka. Złota zasada jest taka, żeby na zakrętach tylko nieznacznie obracać kierownicę i jechać maksymalnie dużym łukiem. Po za tym po lodzie jechać maks 15 km/h, a jeśli widać, że najbliższe 100 m jest prosty lód i nie ma zakrętów, to można przyspieszyć. No i oczywiście zakręty pokonywać z bardzo małą prędkością, hamując na 10 m przed zakrętem.

  • Ciekawy materiał.
    Myślę, że kto zaczął jeździć rowerem w zimie nauczył się na sobie jak to robić prawidłowo :)
    A śnieg to naprawdę nie problem, swego czasu potrafiłem zjeżdżać po zaśnieżonych, zasypanych wręcz, długich schodach – frajda była :)
    A „Zwolnij, szczególnie na zakrętach” dotyczy także biegania :)

  • Marcin Wojtczuk

    Nauka opanowania przodu który wpadł w poślizg, delikatnego naciskania hamulców (licząc 1, 2, 3) i ogólnie poprawnej techiniki jest kluczowa dla bezpiecznej jazdy tak rowerem jak i motocyklem.

    Używając tylko tylnego hamulca uczymy się bardzo groźnego nawyku, który kiedyś kosztować nas może zdrowie lub życie. Hamujemy tylko przodem lub przodem i tyłem, nigdy samym tyłem.

    Jeśli ktoś się nie chce tego uczyć, nie musi wsiadać na rower zimą przecież? To samo dotyczy motocykla, tyle że cały rok.