Kobiety na rowerach – jak walczono ze zgorszeniem na dwóch kółkach

Kobiety na rowerach – jak walczono ze zgorszeniem na dwóch kółkach

Pruderia naszych pradziadów zaskakuje dziś tak samo, jak ich pomysłowość w wymyślaniu wynalazków mających ujarzmić pierwsze rowerzystki.

Jakiś czas temu trafiłem na ciekawy projekt fotograficzny. Jessica Fulford-Dobson wybrała się do Afganistanu, gdzie sportretowała dziewczynki jeżdżące na deskorolkach. Powód, dla którego młode Afganki wybierają ten sport, może wydawać nam się kuriozalny. Tamtejsze kobiety mają zakaz jazdy na rowerach. Swój skrawek wolności znajdują właśnie na desce pokrytej papierem ściernym.

Można pomyśleć: „niezły ciemnogród”, prawda? Pamiętajcie jednak, że podobne rzeczy nie tak dawno miały miejsce w Europie. No, może z pominięciem deskorolek.

Alice Hawkins niszczy system

Nieco ponad 100 lat temu Alice Hawkins wzbudzała ogólne oburzenie na ulicach brytyjskiego miasta Leicester. Powody były co najmniej trzy.

Sufrażystka walczyła o prawo do głosowania dla kobiet, co nie było tak oczywiste w Anglii na początku XX wieku. Panie uzyskały tam pełne prawa wyborcze dopiero w 1928 r. Dodatkowo Hawkins nosiła spodnie i jeździła rowerem. Trudno powiedzieć, co wzbudzało największe kontrowersje.

Sytuacja europejskich kobiet na początku minionego stulecia przypominała to, co przerabiają dziś kobiety w Afganistanie. Najchętniej widziano je w domu, oddane dzieciom i mężowi, pozbawione własnego zdania. Co prawda zdarzało się, że kobiety pracowały zawodowo, ale dotyczyło to osób z niższych klas, a perspektywy ówczesnego rynku pracy, delikatnie mówiąc, nie zachwycały. Kobiety zatrudniały się w fabrykach lub pracowały na roli.

Z tej perspektywy nie jest niczym dziwnym, że niechętnie patrzono na pierwsze cyklistki. Rower stanowił ucieczkę od domu i męża. Był czymś nowoczesnym, szybkim i w miarę przystępnym cenowo. Dziwić mogą jednak argumenty, jakich używali zwolennicy tradycyjnego modelu rodziny.

Rower poważnie szkodzi Tobie i osobom w Twoim otoczeniu

Jednym ze zmartwień konserwatystów było zdrowie kobiet jeżdżących rowerami. Obawiano się, że jazda jest zbyt wyczerpująca dla ciała ściśniętego gorsetem i ubranego w ciężki strój. Pedałowanie miało rozgrzewać krew i źle wpływać na kobiecą sylwetkę. Lekarze ostrzegali przed przemieszaniem się narządów wewnętrznych i twierdzili, że miednica młodych kobiet jest zbyt słaba, by wytrzymać naprężenia spowodowane jazdą rowerem.

Uwadze stróżów moralności nie uszła pozycja, w jakiej dosiada się roweru. Chodziło o to, że kobieta na siodełku siedzi okrakiem. Pod koniec XIX wieku dobrze wychowane panny nie mogły bowiem siadać w ten sposób na huśtawce lub na koniku na biegunach. Podobnie z resztą było z żywymi zwierzętami. Kobiety jeździły na specjalnych siodłach trzymając obie nogi po jednej stronie konia.

Wszystko to z troski o moralność kobiet i ich przyszłe macierzyństwo. Jazda rowerem miała uszkadzać narządy płciowe i – co gorsza – pobudzać erotycznie. Poruszanie nogami na siodełku rowerowym miało być prostą drogą do nałogu masturbacji, rozwiązłości i zdrady małżeńskiej.

kobiety na rowerach gazeta

Przyzwoitość ważniejsza od wygody

Wolny rynek nie znosi jednak próżni. Gdy jedni załamywali ręce nad upadkiem obyczajów, inni postanowili wyjść naprzeciw rosnącemu popytowi. Oczywiście w granicach przyzwoitości.

Kwestię niemoralnej pozycji na siodełku rowerowym próbowano rozwiązać projektując specjalne rowery dla kobiet. Pod koniec XIX wieku pojawiły się modele, na których siedziało się bokiem. Obie nogi znajdowały się po jednej stronie ramy, a napęd zmodyfikowano tak, aby w tej dziwacznej pozycji można było pedałować.

rower dla kobiet
Problem w tym, że jazda na takim rowerze nie była wygodna, a sam pojazd miał tendencję do przewracania się. Inny pomysł na rower dla dam mieli bracia Starley. W 1889 r. zaprezentowali oni swój Lady’s Cycle. Dziś nie wydaje się on niczym nadzwyczajnym i przypomina normalny rower miejski. W epoce wiktoriańskiej był jednak pojazdem innowacyjnym i eliminował kilka obyczajowych problemów.

rower starley lady's cycle

Dzięki obniżonej ramie rowerzystka mogła wsiadać tylko nieznacznie unosząc nogę. Nie musiała przekładać jej nad tylnym kołem i unikała ryzyka pokazania tego, co miało pozostać schowane. Osłona łańcucha i tylnego koła ułatwiały jazdę w długiej sukni.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz – pozycja za kierownicą. Rower braci Starley umożliwiał jazdę w pozycji wyprostowanej. Kierownica znajduje się bowiem dość blisko korpusu. Rowerzystka nie pochylała się nadmiernie do przodu i nie eksponowała swoich czterech liter przypadkowym widzom, co zdarzało się podczas jazdy na rowerach męskich.

Problem ocierania się siodełka w strategicznych miejscach próbowano rozwiązać projektując specjalne modele dla kobiet. Podobno nie były one zbyt wygodne, ale nie to było najważniejsze.

siodełko rowerowe dla kobiet

Kliknij, aby powiększyć.

Problem nieprzyzwoitych kostek

Specjalna rama lub siodełko nie załatwiały jednak innego problemu. Pedałowanie w długiej sukni odsłaniało bowiem… kobiece kostki. Dziś wydaje nam się to zabawne, ale dla naszych pradziadów było niezłym problemem. Najlepszym dowodem na to jest patent zgłoszony w 1896 r. Niejaki Theron R. Cherry zaprojektował specjalne osłony, mające ukrywać nogi rowerzystek przed wzrokiem ciekawskich.

patent osłony rowerowej

Kliknij, aby powiększyć.

Z czasem problem nieprzyzwoitych kostek starano się rozwiązać przy pomocy butów z odpowiednio wysoką cholewką. Zakładano do nich tzw. rational dress, które zastępowały tradycyjny strój. Na pierwszy rzut oka rational dress przypomina zwykłą suknię, jednak krojem jest zbliżona do bardzo luźnych spodni „alladynek”.

rational dress

Zmiany w modzie sięgały też powyżej  kobiecego pasa. Kolejnym wiktoriańskim must have był gorset. Samo chodzenie w nim było dosyć niewygodne, nie wspominając o jeździe rowerem. O tym również pomyślano. Na rynku pojawiły się specjalne modele wykonane z elastycznych materiałów. Dzięki wysokim wcięciom po bokach gorset nie uwierał bioder podczas pedałowania.

gorset dla rowerzystek

Kliknij, aby powiększyć.

Podejrzewam, że jazda w czymś takim wciąż nie należała do wygodnych. Mimo to zmiany, jakie zapoczątkowała rosnąca popularność roweru były ważnym krokiem na drodze kobiet do emancypacji. Z czasem rational dresses wyewoluowały w normalne spodnie, a kobiety zrzuciły ciasne gorsety. Przyzwoitki, które początkowo towarzyszyły cyklistkom odeszły w zapomnienie, czyli tam, gdzie ich miejsce.

Myślę, że rower zrobił więcej dla emancypacji kobiet, niż jakakolwiek inna rzecz na świecie. Przepełnia mnie radość za każdym razem, gdy widzę kobietę jadąca na rowerze. To obraz nieskrępowanej kobiecości. Rower obdarzył kobietę uczuciem niezależności, samodzielności i wolności.Susan B. Anthony, 1896

Fot. 1, źródła: The Atlantic, The Telegraph, rowersy.blogspot.com

  • Fajny artykuł. Dziękuję za ciekawą lekturę.
    Smutne, że takie rzeczy się działy.
    Podobnie było w bieganiu; kobieta i bieganie to były coś niewiarygodnego dla ówczesnych mężczyzn.
    No ale to inna historia.

  • Stachu666

    Uwielbiam jeździć na rowerze, a pani uprawiające ten sport są wyjątkowo wysportowane. Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Pań! Przeczytałem tutaj oczywistą i porstą rzecz http://dietoteczka.pl/cwicz-na-zdrowie/ – ruch to zdrowie. Musze przyznać, że dało mi to kopa i zacząłem się więcej ruszać, zwłaszcza jeździć na rowerze. Robić coś co sprawia mi wielką frajdę.