Wkurza mnie, gdy jeździsz rowerem bez świateł

Wkurza mnie, gdy jeździsz rowerem bez świateł

Tak po ludzku wkurza. Nie jestem narzekającym na wszystko kierowcą ani osobą, która literę prawa stawia na pierwszym miejscu. Nie rozumiem tylko, dlaczego niektórzy traktują oświetlenie roweru jak zakładanie czapki w dzieciństwie.

Pamiętacie ten motyw? Zimą mama kazała zakładać czapkę. Robiło się to niechętnie, a tuż po wyjściu z domu zdejmowało i chowało do plecaka. Tak na złość. Potem człowiek chorował, wiadomo, ale dzieci czasami muszą się przeziębić, żeby coś do nich dotarło.

Tyle, że od dawna nie jesteśmy dziećmi.

Mimo to, wciąż wielu rowerzystów zachowuje się, jak gdyby chodzili do podstawówki. Znacie pewnie ten widok. Spacerujecie gdzieś wieczorem, jedziecie rowerem lub prowadzicie auto. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się mroczny jeździec. Niewidzialny. Cichociemny, jadący na spotkanie z nocą. Nie masz szans go zauważyć.

W zasadzie mógłbym olać temat. Sam mam sprawne oświetlenie roweru, odblaski i tym podobne. Czuję się widoczny na drodze, mimo że nie noszę zielonej kamizelki. Pozornie temat mnie nie dotyczy. Chcesz zginąć pod kołami? Droga wolna. Twój wybór, za to ghost bike’a nie dostaniesz. Nieoświetleni rowerzyści wkurzają mnie jednak z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, lubię swój rower i dobrze czuję się we własnym ciele. Wolę unikać gwałtownych spotkań z asfaltem i konieczności wymiany przedniego koła. Krótko mówiąc, nie chcę się zderzyć z innym rowerzystą, którego nie zauważę. Co prawda, jadąc rowerem, mam więcej czasu na reakcję niż kierowca, ale już kilka razy mijałem się z kimś na centymetry. W ciemnej alejce, na skrzyżowaniu dwóch uliczek, we mgle. Każdy, kto miał okazję mieszkać w Krakowie wie, że ta ostatnia potrafi dać w dupę. Po zmroku nie widać nic. Dosłownie nic.

kraków mgła

Drugi powód to wysłuchiwanie utyskiwań osób, które nie jeżdżą rowerami. Nie wiedzieć czemu, gdy dowiadują się, że jestem rowerzystą, czują się w obowiązku opowiedzenia mi o całym złu, jakie spotkało ich w kontaktach z rowerzystami. Wysłuchuję wtedy żali o jeździe po chodnikach, blokowaniu pasów ruchu i jeździe bez oświetlenia właśnie.

Powiem wprost – sam nie mam sobie nic do zarzucenia i nie jestem odpowiedzialny za winy innych rowerzystów. Podobnie jak nie czuję się winien wszystkich wojen tylko dlatego, że jestem mężczyzną, ani nie ponoszę odpowiedzialności za wysoki wskaźnik bezrobocia wśród absolwentów, choć skończyłem studia humanistyczne. Nie chcę wysłuchiwać jęków o tym, jacy to źli są rowerzyści. Więc zrób coś dla mnie – spraw sobie oświetlenie roweru.

  • Nie masz kasy? Bez przesady. Komplet prostych lampek dostaniesz za jakieś 30 zł.
  • Przepaliła ci się żarówka? Wyczerpały baterie? Zapłacisz jeszcze mniej.
  • Zapomniałeś wziąć lampek z domu? A o zapięciu pamiętałeś? Pewnie tak. To naucz się, że to tak samo potrzebny element wyposażenia.
  • Oświetlenie psuje ci stylówkę roweru? To kup sobie jakieś niewielkie, silikonowe lampki (takie). Lepsze to, niż nic.
  • Dynamo ciężko się kręci i spowalnia rower? Wyrzuć je i kup lampy zasilane bateriami. Zewnętrzne dynama to totalny przeżytek i moim zdaniem produkują więcej problemów niż prądu.

Tyle w temacie. Do zobaczenia na trasie.

Fot. 1, 2

21 Comments Wkurza mnie, gdy jeździsz rowerem bez świateł

  1. rowerowapasjonatka

    „rowerowapasjonatka”Bardzo wyważony, ale dosadny tekst. cieszę się, że tak myślących ludzi jak jest więcej. Na mnie też to działa jak przysłowiowa płachta na byka. Nie znoszę tych rowerowych snobów, którzy są tak pewni siebie, i wydaje im się, że przywileje rowerzystów daje im prawo do nadużyć. Też podobny wpis opublikowałam na blogu rok temu. http://rowerer.blogspot.com/2013/11/kierowcy-kontra-rowerzysci-czyli-kto.html
    pozdrorowerki :)

    Reply
  2. Maciek - Na Rower! Blog

    No to Ci podpadnę, bo czasami zdarza mi się nie mieć tylnej lampki. Gdy zmieniam rower jeden na drugi, czasami w popłochu by się nie spóźnić zapominam przepiąć lampki. Wtedy na kierownicę ląduje czołówka, którą zawsze wożę ze sobą, ale z tyłu mam tylko odblaski…

    Reply
      1. Maciek - Na Rower! Blog

        Jeżdżę z Petzl e+lite i nie ma problemów z ustawieniem jej pod właściwym kontem, tylko ciężko ją zamocować na kierownicy, więc i tak do dupy ale awaryjnie zawsze coś ;)

        Reply
  3. Danusia

    Zgadzam się w 100 %. Brak oświetlenia uważam za przejaw bezmyslności, a wręcz głupoty.
    Tu nie ma usprawiedliwienia, że „nie stać mnie na lampki”. Stać kogoś na rower, to stać i na niezbędne wyposażenie.
    Wiadomo – czasem można zapomnieć, może się zepsuć / rozładować w drodze – każdemu się może zdarzyć. Ale nie wierzę, że wszystkim cichociemnym, których spotykam jadąc wieczorem akurat się coś przytrafiło. Większość pewnie uważa, że „jakoś szybko przejedzie” , „ulice są oświetlone latarniami”, itp.

    Wydaje mi się tylko, że jeśli ktoś dotarł na Waszego bloga i ten artykuł przeczytał, to jest kto ktoś, kto jeździ na rowerze poważnie i świadomie i oświetlenie roweru po zmroku / we mgle / podczas zaćmienia słońca traktuje jako coś oczywistego.

    Pozdrawiam,
    Danusia

    Reply
    1. Maciej Kurek

      Zgadzam się – nigdy nie wiadomo, czy docieramy do osób, do których tak naprawdę powinniśmy. No ale na razie to jedyny sposób, więc piszemy u siebie na blogu.

      Reply
  4. Tomasz Kita

    Podoba mi się ten tekst, jednak w mieście brak oświetlenia moim zdaniem to najmniejszy problem jaki kierowcy mają z rowerzystami bezmyślnie łamiącymi przepisy, Czy ktoś już wspomniał że rowerzysta na drodze za nic nie odpowiada? A byle pierdzikółko, nocnik czy inny motorower musi posiadać przynajmniej OC… Piesi to te sam problem, nawet jeśli to Oni ewidentnie spowodowali wypadek to i tak wszystko i wszyscy obciążają kierowcę bo przecież „Nie zachował wystarczającej ostrożności, mógł wywróżyć (z fusów, dymu, prądów, fal czy wiatru) że temu tam po prawej nagle odwali szajba i wskoczy/wjedzie mu pod koła patrząc, lub nawet nie patrząc na drogę…

    Reply
    1. Maciej Kurek

      Nie znam się na ubezpieczeniach, natomiast wydaje mi się, że ubezpieczenia dla pieszych byłyby trudne do wprowadzenia. Co do rowerzystów to temat dosyć szeroki, wykraczający poza kwestię oświetlenia. Niewykluczone, że zajmiemy się nim na blogu, jednak – tak jak wspomniałem – nie mam dostatecznej wiedzy i muszę poszukać dodatkowych informacji, choćby jak to jest rozwiązane w innych krajach europejskich.

      Reply
  5. Marcin Antkowiak

    Ja ostatnio byłem zmuszony jechać (bocznymi ulicami, po chodniku, przechodząc na przejściach) do domu po zmroku bez świateł bo jakiś idiota na uczelni mi wszystkie ukradł (wartość, no może 20zł…). Że jeszcze są tacy ludzie… Nawet nie wiem, czy to później można gdzieś sprzedać, czy to był taki jeden z cichociemnych rowerzystów, których nie stać na światełka (no to wtedy mam wkład w poprawę sytuacji na drodze :) ). A co do tematu, to jeśli widzę takiego rowerzystę staram się zawsze delikatnie zwrócić uwagę, bo dobre oświetlenie, to podstawa bezpiecznej jazdy rowerem po zmroku.

    Reply
  6. semi

    Dobrze powiedziane ! :) w sumie napisanie, sam jeżdżę na rowerze mega dużo, i przyznam się że czasami zdarzyło się że jeździłem bez lampki na tyle, jakiś czas temu kupiłem, no niestety było to „żabka” więc dośc szybko niestety gumka pękła ;p i chwilowo nie mam lapki, jednak jestem na tyle odpowiedzialny że nie wsiadam na rower jak jest ciemno czy mglisto :) jeżeli już muszę to jadę ale w ciągu dnia jak jest widno i przejrzyście

    Reply
  7. Pingback: Kamizelka odblaskowa - kiedy zakładać ją jadąc rowerem? » Miejski blog rowerowy

  8. Pingback: Poradnik zakupowy - prezent dla rowerzysty miejskiego » Miejski blog rowerowy

  9. Remigiusz Marondel

    W artykule przeczytałem że dynamo to przeżytek,no nie zgadzam się.
    W jednym rowerze mam dynamo w piaście,z przodu lampa z diodą cree z tyłu z podtrzymaniem,świeci jak należy.
    W mtb mam dynamo zewnętrzne na łożyskach,lampa przy 10km/h sięga z 15 metrów.W tym pierwszym nie muszę o niczym pamiętać i bez strachu wracam kiedy chce.
    Co do umiejscowienia oświetlenia.
    Któregoś razu jadę do roboty,moja wina że jechałem lewą stroną,gość z przeciwka ubrany na czarno z czołówką na czole,której w ogóle nie widziałem,była wymieszana z latarniami z mego punktu,moje światło widział,dlatego nic się nie stało.

    Reply
    1. Maciej Kurek

      Ja z kolei mam złe wspomnienia z dynamem zewnętrznym. Ślizga się, przerywa, stawia opór itd. Zgadzam się natomiast z czołówkami. Często tak mam, że w pewnym sensie nie spodziewam się lampy tak wysoko i nie kojarzę jej w pierwszej chwili z rowerzystą.

      Reply
      1. Krzysztof Słychań

        Dynamo a dynamo… Basta HR vs chińskie badziewie, od razu widać ;)
        Ale i tak uważam, że najlepsze są dynama w piaście. Niezawodne, działa w każdą pogodę i jest małe ryzyko, że ktoś zwinie, o ile piasta nie jest na szybkozamykacz. Jedyna wada to koszty, bo samo dynamo można kupić za 80…90zł (S. DH-3N31 na Rowerach Stylowych), ale potrzeba jeszcze kompletu szprych na nową długość (32 lub 36 x 1…2zł w zależności od jakości – czyli 32 do 72zł) oraz trzeba zapleść koło na nowo i je wycentrować, co kosztuje od 0zł (wariant DIY, stosuję z powodzeniem od lat, bo jestem niezłym mechanikiem) do 40zł w warsztacie.

        Reply
  10. Pingback: Rowerowe mity: jazda w mieście jest niebezpieczna » Miejski blog rowerowy

  11. Pingback: Co jest potrzebne w rowerze miejskim, a co możesz sobie darować » Miejski blog rowerowy

  12. Pingback: Volvo i spychologia odpowiedzialności - Life Paint » Miejski blog rowerowy

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *