Pierwsza para do masowania [Rowerowa rozmowa]

Pierwsza para do masowania [Rowerowa rozmowa]

Nie, nie mylicie się – zaczynamy nowy cykl. Od czasu do czasu będziemy publikować rowerowe rozmowy z inspirującymi rowerzystami. Pierwszy wywiad Statek Kosmiczny przeprowadził z Kasią Dyląg i Zbyszkiem Semikiem, członkami stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów, organizatorami krakowskiej Masy Krytycznej.

Połączyła ich przyjaźń i… rowery. Oboje są aktywistami rowerowymi, członkami stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów. Od kilku lat to oni koordynowali organizację krakowskiej Masy Krytycznej. Kasia zawodowo jest lekarzem pediatrą, ale sprawuje również funkcję w zarządzie KMR. Zbyszek z kolei pracuje jako asystent ds. edukacji w Muzeum PRL-u w Nowej Hucie i do ostatniego, marcowego przejazdu był koordynatorem Mas Krytycznych w Krakowie. Prywatnie: od niedawna małżeństwo. Poznajcie pierwszą parę krakowskiej Masy Krytycznej.

Codziennie jeździcie rowerami. Nieważne, czy zima czy deszcz? 

Zbyszek: Tak. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że 25% pracowników instytucji, w której pracuję, dojeżdża do pracy rowerem. Ta statystyka mogłaby wyglądać imponująco, gdyby nie fakt, że… pracuję w czteroosobowym gronie.

Kasia: Nie mamy problemu z tym, żeby dojeżdżać codziennie rowerem, nawet zimą. Choć moi znajomi z pracy uważają, że nam to przejdzie, jak tylko pojawią się dzieci.

A przejdzie?

Kasia: Nie! Ja naprawdę uważam, że to najwygodniejszy środek transportu w mieście takim jak Kraków.

Kasiu, jesteś lekarzem. To grupa zawodowa kojarzona z motoryzacją. Lekarz i jego drogi samochód to nadal aktualny stereotyp, czy już jednak przeszłość? Jaki stosunek Twoi znajomi mają do jazdy rowerem?

Kasia: Moi znajomi z pracy traktują nas jako nieszkodliwy folklor. Choć to prawda, na razie niewielu lekarzy jeździ do pracy rowerem. To raczej kwestia pokoleniowa – młodsi łatwiej przekonują się do tego środka transportu. Trochę nie rozumiem, dlaczego lekarze mają opory przed korzystaniem z rowerów. W końcu to grupa zawodowa, która na co dzień ma mało aktywności fizycznej. Wielu z moich kolegów mieszka niedaleko od pracy, więc regularny dojazd rowerem to byłby dla nich zastrzyk zdrowia niskim kosztem czasowym i umiarkowanym energetycznym. Wydaje mi się, że to się zmieni, tak jak zmienia się społeczne nastawienie. Jest nadzieja, bo niedawno dwie kolejne znajome lekarki przekonały się do roweru.

10556_686303744730528_275897038_n

Fot. Marcin Hyła

Mam wrażenie, że większość obecnych miejskich rowerzystów pochodzi z bardzo zmotoryzowanych rodzin. Jak było u Was?

Kasia: My oboje pochodzimy z nierowerowych rodzin. Tata jeździł rowerem bardzo dużo – w ten sposób dojeżdżał nawet do mojej mamy. Jednak kiedy założył rodzinę, rower poszedł w odstawkę na rzecz samochodu. Natomiast mama zawoziła mnie do szkoły komunikacji miejską. Rowerem po mieście zaczęłam jeździć dopiero po wizycie w Holandii na drugim roku studiów, w 2006 roku. Namówiłam wtedy rodziców do kupna roweru miejskiego. Tata początkowo nie był przekonany do nowego zakupu. Mówił, że przecież mam rower. Faktycznie, miałam rower górski – zaprzeczenie wszystkiego, czym powinien być pojazd na miasto. Niska kierownica wymuszała pochyloną pozycję ciała, a do wąskie siodełko i męska rama sprawiały, że był po prostu niewygodny i strasznie go nie lubiłam. Sama go zresztą wybrałam jako 10-letnie dziecko – był wtedy modny, różowy. Dopiero, kiedy ma się miejski rower, można polubić miejską jazdę. Wyprostowana pozycja daje możliwość obserwowania tego, co dzieje się dookoła nas. W rowerach górskich kierownica wymusza taką pozycję, aby łatwo obserwować, co się dzieje tuż przed kołami.

No właśnie, 2006 rok. Wtedy przecież rower nie był popularnym środkiem transportu. Infrastruktura rowerowa praktycznie nie istniała. 

Kasia: Jazda rowerem po mieście była ciężka logistycznie: dróg rowerowych nie było, nie wiadomo było, jak przypiąć rower i do czego. Ci, którzy zaczynają jeździć rowerem teraz, mają zdecydowanie łatwiej.

Zbyszku, a jakie były Twoje rowerowe początki?

Zbyszek: Mój tata korzystał z samochodu, żeby nas gdzieś podwieźć, ale do pracy najczęściej wybierał dojazd autobusem, podobnie jak moja mama. Jako dziecko jeździłem na rowerze, choć wtedy to była forma przymusu. Pochodzę z Sosnowca, mieszkałem niedaleko olbrzymiego parku z jeziorem i rodzice często wyganiali mnie tam na rower. Po kilkunastu okrążeniach zrobiło się naprawdę nudno, ale nie zdołało mnie to zniechęcić ostatecznie – jak widać. Rower ponownie odkryłem na studiach, kiedy poszedłem na drugi kierunek. Kursowałem wtedy między uczelniami. Po pewnym czasie dojeżdżania autobusem, chciałem wypróbować, jak czasowo wypada rower. Okazało się, że czas praktycznie jednakowy, ale rower daje jeszcze pełną niezależność.

10000971_763500400361540_8816619852795283689_o

Fot. Andrzej Szopa. Świętowanie wyników referendum po Krakowskiej Masie Krytycznej Pod Górkę

To właśnie wtedy zdecydowaliście się zaangażować w Masę Krytyczną? Byliście przy narodzinach masy w Krakowie?

Kasia: Ustalenie początków masy w Krakowie jest trudne. Początki masy były oddolne i spontaniczne. Podobno już w latach 90-tych po Krakowie przejeżdżały masy krytyczne. Ja byłam na pierwszej masie w 2012, ale jako organizatorzy masy ze Zbyszkiem włączyliśmy się dopiero w 2013 roku. Samo zaangażowanie się w stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów, a potem także i w organizację Masy, to zasługa Zbyszka. To on mnie do tego namówił. Ale pamiętam wcześniejsze masy krytyczne w Krakowie. Za czasów studenckich, pracowałam jako wolontariuszka w Fundacji „Mam Marzenie”. Jednego dnia masa przejeżdżała akurat koło naszej siedziby. Pamiętam, że bardzo mi się to spodobało. Koleżanka powiedziała wtedy: „Popatrz: masa krytyczna. Takie rzeczy warto robić”.

Zbyszek: Ja na pierwszej masie byłem jeszcze w Sosnowcu, skąd pochodzę. Nie do końca była to masa krytyczna, raczej forma przejazdu rowerowego organizowanego raz w roku. Przyjechało wtedy ponad 1000 rowerzystów. Imponowało mi to bardzo, ale potem na lata zapomniałem o masie. Przypomniał mi o niej dopiero znajomy w czasach studiów – dobry kolega z organizacji studenckiej, Sławek, autor bloga rowerowego bez-kasku.blogspot.com.

W 2013 roku zaczęliście koordynować Masę Krytyczną przy KMR. Jak wyglądała organizacja masy od wewnątrz? 

Zbyszek:  Masa krytyczna jeździła w każdy ostatni piątek miesiąca. Przygotowanie takiego przejazdu z miesiąca na miesiąc to bardzo czasochłonne zadanie. Ledwie jedna masa przejeżdżała – tydzień wypoczynku – i znowu braliśmy się za przygotowanie kolejnej. To ogromny wysiłek logistyczny. Choć z czasem, kiedy udało nam się stworzyć cały zespół do organizacji, przygotowanie mas było łatwiejsze.

Andrzej-Rysuje

Kasia: Współpracowaliśmy z grafikami, którzy tworzyli kapitalne szprychówki. (robili to także niekomercyjnie). Były osoby odpowiedzialne za „Masówkę” – czasopismo Masy Krytycznej. Była grupa, która zajmowała się projektowaniem tras i organizowaniem internetowych głosowań. Mieliśmy osoby zajmujące się promocję i wysyłanie informacji prasowych, prowadzeniem Facebooka, zgłaszaniem zgromadzenia publicznego i zabezpieczeniem samego przejazdu. Był zespół, który zajmował się kontaktem z partnerami, wśród których było m.in. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Krakowski Alarm Smogowy, Greenpeace, Szlachetna Paczka. Pracy była cała masa. Ważny był podział obowiązków, aby każdy, kto się organizuje masę, zajmował się tym, co naprawdę lubi. W tych ludziach tkwił potencjał.

Jak dobieraliście tematy Mas? Czy któryś z nich szczególnie zapadł Wam w pamięć?

Zbyszek: Staraliśmy się łączyć lekkie, lajfstajlowe tematy z tematyką infrastrukturalną. Tematów było mnóstwo. Obyła się Masa Kobieca, przejechała także Nowohucka, która miała zwrócić uwagę na brak połączenia centrum Krakowa z Nową Hutą. Mieliśmy Masę Szkolną dedykowaną uczniom. Podczas Inicjacyjnej Masy jechaliśmy ulicami, na których powinny znaleźć się kontrapasy. Z „mas infrastrukturalnych” szczególnym sentymentem darzę Partacką Masę. Nazwę wymyśliłem spontanicznie i ku mojemu zdziwieniu napisały o niej wszystkie media. Urzędnicy ZIKiT-u później musieli się tłumaczyć dziennikarzom ze swoich niezbyt udanych inwestycji. Ta masa uświadomiła mieszkańcom, że warto patrzeć na ręce urzędnikom, bo nie wszystkie inwestycje, na które wydaje się pieniądze, są dobrze wykonane.

Podczas Pozarządowej Masy Krytycznej udało nam się zebrać pieniądze dla chorego chłopca na zakup nowego roweru. Robiliśmy to razem z fundacją Mam Marzenie. Do projektu włączył się nawet Andrzej Milewski z bloga andrzejrysuje.pl, którego grafika ozdobiła szprychówki, a pieniądze z ich sprzedaży były przeznaczone na zakup roweru. To była jedna z najpozytywniejszych mas, na którą przyjechało 500 uczestników, a do tego cel został zrealizowany.

Co masa krytyczna zmieniła w Krakowie? Czego nas nauczyła? 

Zbyszek: Masa krytyczna zintegrowała osoby jeżdżące rowerami. Wcześniej rowerzyści miejscy byli anonimowi. Dzięki Masie i działaniom stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów, zaczęli identyfikować się z pewnymi celami. Początkowo to nie była wielka grupa, ale ona z roku na rok rosła – w takiej sytuacji spoistość i poczucie celu jest ważne. Istotny był też aspekt towarzyski. Kiedy zapadła decyzja o rozwiązaniu Masy przez Kraków Miastem Rowerów, nagle podniosły się głosy, że rowerzyści przestaną mieć przestrzeń do spotkań. Albo będzie to rzadsze.

Kasia: Masa dała też wyrazistość rowerowym działaniom KMR-u. Masa to wydarzenie kontrowersyjne, ale to dobrze, bo grzecznych nikt nie słucha. Na co dzień KMR zajmuje się lobbingiem, pisaniem audytów inwestycji rowerowych i akcjami edukacyjnymi. To są rzeczy bardzo ważne, ale mało widoczne dla przeciętnego mieszkańca. Dopiero Masa Krytyczna pozwoliła przebić się medialnie i pokazała, że środowisko rowerowe jest liczne, silnie opiniotwórcze i zorganizowane.

8640109931_9706877ef4_h

Fot. Marcin Piotrowski 

A czego Wy się nauczyliście dzięki masie?

Kasia: Nie warto czytać komentarzy w internecie. Tam zawsze się znajdzie ktoś, kto zaleje negatywną energią. A prawda jest taka, że zdenerwowani kierowcy podczas przejazdu masy to promil. Na masach było bardzo pozytywnie. Czasem rozdawaliśmy kierowcom ulotki z informacjami o masie, czasem nawet z cukierkami w środku [Zbyszek: To, ile się „nazwijaliśmy” na wieczór przed masą, to nasze]. Kierowcy z reguły reagowali pozytywnie, a to, co pojawiało się w internecie to – mam wrażenie – robota nielicznej grupy osób. Oczywiście, czasami zdarzały się agresywne incydenty.

Zbyszek: Ale rzeczywiście były to tylko incydenty, nie była to reguła. Kierowcy byli nam nawet przychyleni, a w każdym razie nie protestowali zbytnio. Kolega, który w czasie mas rozdawał ulotki, opowiadał nam o takiej sytuacji. Kiedy wręczał broszury kierowcom na ulicy Opolskiej, jednego odpowiedział: „Dzięki, nie potrzebuję. Dostałem już jedną na Kleparzu” [red. To 4 km odległości]. Nawet nie był zdenerwowany, że nadział się na masę dwa razy. Wśród komentarzy internetowych pojawiały się także pozytywne opinie. Kiedy jedna z mas jechała przez Aleje Trzech Wieszczów (red. II obwodnica Krakowa, o dużym natężeniu ruchu samochodowego, smogu, spalin, hałasu i wszystkiego, co złe), w internecie pojawiło się podziękowanie – bo nareszcie było cicho i spokojnie.

Kasia: Zdarzały się czasem bardzo zabawne sytuacje. Kiedyś jechaliśmy peletonem i na chodniku stał mocno podchmielony pan, który krzyczał na nasz widok: „Kto wygra?! Kto wygra?!”. My wtedy odpowiedzieliśmy: „Miasto!”. Przechodnie też często reagowali pozytywnie. Robili nam zdjęcia, kręcili filmy, machali do nas. Kiedyś, jak jechaliśmy ze Zbyszkiem na tandemie, ktoś zaczął krzyczeć na nasz widok: „A ona nie pedałuje!”. Faktycznie nie pedałowałam… Na usprawiedliwienie powiem, że nasz tandem to rometowski składak i jestem na niego po prostu za wysoka i na dłuższą metę jazda na nim jest po prostu bardzo męcząca. Rolę „napędu” oddaję wtedy Zbyszkowi.

1380063_717631238264445_379432942_n

Fot. Marcin Hyła

Jak teraz oceniacie Kraków pod względem rowerowym?

Kasia: Jest jeszcze trochę do zrobienia, zwłaszcza na południu Krakowa. Ale widzimy też sporą poprawę w ciągu tych kilku lat. W mieście pojawiło się dużo stojaków rowerowych, co jest zasługą Marcina Wójcika, oficera rowerowego w ZIKiT (red. który wyrósł także ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów).

Marcin Hyła opowiadał taką anegdotę, że kiedyś po Krakowie w zimę jeździło czterech rowerzystów, którzy rozpoznawali się po śladach kół na śniegu. Kiedy zaczęły pojawiać się kolejne ślady, to znaczyło, że grono zimowych rowerzystów dołączył ktoś jeszcze. Teraz zimowi rowerzyści już nawet się nie znają, nie kojarzą nawzajem – tak wielu ich jest.

Wracając jeszcze do Masy Krytycznej, skąd tak radykalna decyzja o zakończeniu działalności? Czy już jest tak dobrze w Krakowie, że z masy można zrezygnować?

Kasia: Zarówno dla nas, jak i dla członków KMR, którzy bardzo udzielali się przy Masie, to była bardzo trudna decyzja, choć jesteśmy przekonani, że słuszna. Masa to ogromny wysiłek logistyczny. Dodatkowo jeszcze zauważyliśmy, że wiele osób na co dzień wybiera rower i duża część z nich po prostu zrezygnowała z przyjeżdżania na masy, bo chcieli w końcu odpocząć od roweru w piątkowy wieczór.

Teraz zmieniamy formułę. Zamiast masy krytycznej, co kwartał będzie odbywać się Masowy Przejazd Rowerowy. Na pierwszy zapraszamy w ostatnią sobotę kwietnia, prawdopodobnie „w samo południe”. Przejazdy mają być bardziej rodzinne, integracyjne, z wygaszaniem funkcji protestacyjnej.

Zbyszek: Masowe Przejazdy nadal będą zwracać uwagę na to, że rowerzyści są w mieście. Naszym zdaniem masa już spełniła swoją funkcję. Miała wprowadzić rower do dyskursu publicznego i to się udało. Intensywne ostatnio działania rowerowe i inne sprawiły, że dyskurs samochodowy w mieście został przełamany. Nie mówi się już o drogach w kontekście samych kierowców, ale do rozmów włącza się również transport zbiorowy, pieszych i rowerzystów. Masa nie była jedynym działaniem, które drążyło skałę. Majowe referendum to pokazało. 85% głosujących potwierdziło, że chce dróg rowerowych w mieście. Po referendum sami rowerzyści zaczęli nas pytać, po co jest ta masa, skoro udowodniliśmy, że infrastruktura jest potrzebna i mieszkańcy zdają sobie z tego sprawę. Masa krytyczna zaczyna się dziać dwa razy dziennie na drogach w Krakowie. Rower staje się codziennością, przestaje być świętem.

Kasia: Ja mam takie marzenie, żeby u nas było jak we Włoszech, które przez ostatnie lata bardzo się rozwinęły pod względem rowerowym, zwłaszcza miasta na północy, takie jak Ferrara, Parma, Mediolan. Tam jeżdżą wytworne panie, także w dojrzałym wieku, w wymyślnych strojach, eleganccy starsi panowie. Jeżdżą też studenci i młodzi pracujący. U nas rower to domena ludzi młodych. Moim marzeniem jest, żeby rower stał się alternatywą dla samochodu dla wszystkich – niezależnie od wieku. Ale pocieszające jest to, że jeśli stało się tak we Włoszech, kraju zdominowanym przez samochody, z fatalną infrastrukturą rowerową, to może udać się i u nas.

11086722_10153135382207412_404801860_o

Z masą krytyczną splata się także historia Waszego związku. 

Zbyszek: Poniekąd tak. Choć przyjaźniliśmy się zanim wstąpiliśmy do KMR, to jednak zaczęliśmy się spotykać od Eleganckiej Masy Krytycznej w 2012. A zaręczyliśmy się na najdziwniejszej masie krytycznej, jaka chyba miała miejsce w Krakowie. To był koniec października 2013. My organizowaliśmy wtedy Świetlaną Masę Krytyczną, obok Krakowski Alarm Smogowy organizował Antysmogowy Marsz Żałobny. Naszymi partnerami był z kolei SLOT Art Festival i Cenrtum Dialogu im. M. Edelmana, z którymi robiliśmy przejazd w hołdzie Andrzejowi Bobkowskiemu. Pomieszanie z poplątaniem. Mnóstwo ekip filmowych, dziennikarzy. My jechaliśmy na tandemie i kiedy dojechaliśmy w końcu do Rynku, oświadczyłem się. Nie chciałem robić z tego szopki, nie wziąłem więc mikrofonu. Chciałem to zrobić na Masie, ale myślę, że wielu zgromadzonych nawet tego nie zauważyło. Rower znalazł się nawet na pierścionku zaręczynowym – dwoma cyrkoniami w miejscach kół. A dzień po Jesienniej Masie zostaliśmy małżeństwem.

Dziękujemy za wywiad!

Zdjęcie główne – fot. Andrzej Szopa (zdj. z albumu Facebook Kraków Miastem Rowerów)
Fot. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z zasobów osobistych Kasi Dyląg i Zbyszka Semika

1 Comment Pierwsza para do masowania [Rowerowa rozmowa]

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *