Recenzja: Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego

Recenzja: Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego

Czego rowerzysta miejski może dowiedzieć się z poradnika dla właścicieli „górali”?

Książka Zinna przewijała się na łamach bloga już kilkukrotnie, choćby we wpisie o mitach dotyczących samodzielnego serwisowania roweru. Najwyższy czas zaglądnąć do środka i sprawdzić, czy jeżdżąc rowerem po mieście warto wydać 54 zł na ten poradnik.

Kim jest Lennard Zinn?

Nota biograficzna na tylnej okładce książki mówi, że Lennard Zinn to:

doskonały mechanik i uznany konstruktor ram rowerowych. Poznawanie tajemnic działania roweru jest jego pasją. Dzięki niej od wielu lat publikuje artykuły w w uznanym czasopiśmie „VeloNews” i jest autorem kilku podręczników serwisowania rowerów

Od siebie mogę dodać, że Lennard jest Amerykaninem niepozbawionym poczucia humoru. Można to odczuć podczas lektury książki. Znajdziemy w niej choćby porady, by podczas kompletowania narzędzi nie zapomnieć o mózgu lub cierpliwości mistrza Zen.

Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego 2

Mam też wrażenie, że pochodzenie autora przekłada się na treść niektórych wskazówek. Zinn pisze choćby o serwisowaniu suportów czy innych części, które są stosowane przez amerykańskich producentów. Nie ma to jednak dużego wpływu na odbiór książki, gdy jeździmy holendrem albo innym, bardziej europejskim wynalazkiem.

Co znajdziemy w środku?

Książka „Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego” jest podzielona na rozdziały poświęcone poszczególnym częściom lub podzespołom roweru. Mamy rozdział o łańcuchu, biegach, ramach, kołach itd. W dodatkach można znaleźć indeks z najczęściej występującymi usterkami, kilka słów o dopasowaniu roweru do sylwetki użytkownika i doborze liczby przełożeń.

Całość zaczyna się od narzędzi. Ta część książki dobrze pokazuje jej główną zaletę – dopasowanie tekstów do poziomu wiedzy czytelnika. Autor wymienia narzędzia i akcesoria potrzebne do podstawowych napraw, sprzęt dla bardziej zaawansowanych Adamów Słodowych, a kończy na tych, którzy chcą skompletować pełny warsztat do naprawy i budowy rowerów.

Podobny podział jest zastosowany w rozdziałach poświęconych serwisowaniu poszczególnych części. Oznaczenia poziomu trudności sugerują, kiedy można zabrać się za daną czynność będąc żółtodziobem, a kiedy nie warto brać się do roboty, jeżeli nie masz smaru na trwałe wrośniętego pod paznokciami.

Dużym plusem są ilustracje. Początkowo przeszkadzało mi trochę, że zamiast zdjęć zastosowano rysunki. Autor wyjaśnia jednak, że nie wszędzie można wcisnąć aparat tak, żeby zrobić zdjęcie, na którym widać dobrze to, co ma być pokazane. Tymczasem „papier przyjmie wszystko” i rzeczywiście zasada działania oraz konstrukcja niektórych mechanizmów jest lepiej widoczna na rysunkach lub przekrojach.

Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego 3

Większość rozdziałów jest podzielona na sekcje, poświęcone danemu typowi sprzętu. Przykładowo, w rozdziale o biegach znajdziemy:

  • Wymiana linek w manetkach dźwigniowych, Rapidfire Shimano oraz manetkach typu Trigger firmy Sram
  • Wymiana linek w klamkomanetkach Shimano hamulców hydraulicznych i Dual Control
  • Wymiana linek w manetkach przerzutki XTR Rapidfire z lat 1996 – 2000
  • Wymiana linek w manetkach Sram (Grip Shift) i obrotowych manetkach Sachs z roku 1998 i lat późniejszych

I tak dalej. W efekcie książka zawiera porady na temat większości sprzętu, jaki znajdziecie w swoich rowerach. Do tego dochodzi mnóstwo drobnych porad i wskazówek, mówiących krok po kroku jak zdemontować daną część, gdzie podważyć śrubokrętem, a gdzie uderzyć młotkiem.

Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego 4

Duży plus należy się autorowi za liczne wskazówki, które sam nazywam „patentami”. To drobne sztuczki i rozwiązania, które mogą ułatwić życie, albo uratować w przypadku sytuacji awaryjnej. Przykładowo, Zinn radzi, co zrobić, gdy złapiemy gumę będąc w trasie bez zapasowej dętki i kluczy.

Jeśli zabraknie ci zapasowych dętek i łatek, możesz zawiązać węzeł na dętce, napompować ją i dojechać do domu. Sam zobaczysz, jaka to skuteczna metoda, a przy okazji bardzo prosta: złóż dętkę w miejscu przebicia i za złożonym końcu zawiąż węzeł.

Kto powinien kupić tę książkę?

Tytuł „Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego” może być trochę mylący. Owszem, właściciele górali będą zadowoleni. Poza poradami stricte serwisowymi znajdą w niej wskazówki jak przygotować sprzęt przed wypadem w teren, jakie niezbędne narzędzia zabrać ze sobą i jak wyczyścić rower po powrocie. Czy warto jednak mieć tę książkę, gdy jeździmy rowerem po mieście? Moim zdaniem – tak.

Rowery miejskie mają bowiem wiele wspólnego z góralami. Porady na temat serwisowania amortyzatora lub hamulców tarczowych można sobie darować, ale nikt nie mówi przecież, że „Sztukę serwisowania” trzeba czytać od deski do deski. Zasada działania przerzutki zewnętrznej lub hamulców V-brake jest dokładnie taka sama w rowerze górskim i miejskim. Objawy zużytego łańcucha też nie różnią się w obu typach rowerów.

Książkę „Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego” mogę polecić tym osobom, które dotychczas jeździły z każdą pierdółką do serwisu i chcą nauczyć się samodzielnej naprawy roweru. To dobra podstawa do takiej nauki i nie należy zrażać się objętością książki. Jak wspomniałem, nie trzeba od razu czytać wszystkich 440 stron, żeby wyregulować sobie hamulec. Wystarczy na bieżąco czytać o tej części, którą akurat chcemy naprawić.

Z lektury będą też zadowolone osoby, które – tak jak ja – potrafią wykonać podstawowy serwis, ale chcą nauczyć się czegoś nowego. Choćby tego, że stery można nabijać, a do sztyc podsiodłowych stosować specjalny spray. I nie chodzi wcale o malowanie :-)

Ocena Statku Kosmicznego:

4.5 / 5 gwiazdek      
  • Maciej Rutecki

    Ciągle się przymierzam do zakupu tej książki i jakoś mi nie wychodzi. Niby wszystko można znaleźć na Google, ale to nie to samo. A ilustracje w postaci rysunków, a nie zdjęć, są najlepsze: po prostu są czytelne.

    Poradnik zawiera informacje o serwisowaniu przerzutek w piaście i hamulców rolkowych?

    • Krzysztof Słychań

      Przewertowałem; nic a nic :(
      Swoją drogą, dzisiaj na mój warsztat trafił Sachs Pentasport z dwoma łańcuszkami. Nie hamował. Po rozebraniu okazało się, że smar zmienił się w klej. W ruch poszła benzyna, pędzel, szmata i myjka ultradźwiękowa; po nasmarowaniu i złożeniu zadziałała pięknie :).

    • Remigiusz Marondel

      W hamulec rolkowy wystarczy raz na jakiś czas i to dość długi wcisnąć smaru do otworu w obudowie,żeby przyśpieszyć działanie kapnąć WD40.
      Co do biegów,no cóż,można samemu zajrzeć co tam jest,każdą taką piastę otwiera się od lewej strony.

      • Krzysztof Słychań

        Z reguły z lewej strony – choć przy pewnych uszkodzeniach, takich jak zmielony koszyczek łożyska albo złamany klocek sterujący, trzeba otworzyć z prawej. Generalna zasada: najpierw zaopatrzyć się w instrukcję serwisową, zmierzyć siły na zamiary i dopiero brać się do roboty. Polecam wygooglać „DTM_GHS_E_99.pdf” dla piast Sachs i SRAM. Znajdujemy naszą piastę, analizujemy rysunki i rozbieramy… a później składamy wg instrukcji. Na dobry początek najlepiej złożyć „na sucho”, następnie rozebrać, nasmarować, złożyć i wyregulować.

        A co do hamulca:
        https://www.youtube.com/watch?v=mNwmUNw70WI – pięknie pokazane wnętrzności…
        Do tych hamulców zalecany jest specjalny smar, nietrudny do zdobycia, choć drogi (ca. 60zł za 100ml na RS).

        • Maciej Rutecki

          Dzięki za poradę. :-)

        • Dzięki za ten film, akurat muszę rzucić okiem do swoich hamulców.

  • Krzysztof Słychań

    Mózg wśród narzędzi – bardzo ważne, zwłaszcza jak mamy naprawę doraźną na trasie.
    „Duża dawka cierpliwości, tyle samo chęci do pracy oraz robienia wszystkiego jeszcze raz od nowa, aż w końcu uda nam się z sukcesem zakończyć” – mądrze prawi, dać mu wódki :)

    Książka jest o góralach, ale suporty, stery skręcane i piasty na konusach, niektóre hamulce, sztyce, widelce… w zasadzie to samo co w mieszczuchach. Ze zrozumiałych względów nie ma nic o piastach wielobiegowych i hamulcach bębnowych/rolkowych, choć biegi w piaście z górnej półki (Rohloff Speedhub, NuVinci czy Shimano Alfine) czasami trafiają do górali. Nic też nie ma o oświetleniu, choć jest dział o elektronice na rowerze. A szkoda. Przydałoby się czasem wiedzieć, że skorodowane połączenia gwintowe mogą być odpowiedzialne za brak światła, i że można temu zaradzić używając instalacji dwuprzewodowej.

    Aha. Rozdział X akapit 11 (o wyciąganiu zablokowanej sztycy) przypomina nieco instrukcję podawania tabletki kotu ;). Każdy mechanik natknął się pewnie na podobne sytuacje: coś za cholerę nie da się zdemontować. Z rowerami jest tak, że czasem musimy dać im trochę WóDeczki 40 oraz ciepła (suszarka raczej nie wystarczy, potrzebna opalarka).

    • Rzeczywiście, nie zwróciłem uwagi na brak porad nt. oświetlenia.
      BTW, naprawiałem kiedyś z bratem rower marki Ukraina. Tam WD 40 i suszarka nie pomaga, tam używa się łomu i metrowego klucza hydraulicznego :-)

  • Ja mam tylko jeden ból dupy w stosunku do tej książki. Przeokrutnie brakuje mi możliwości zakupu w formie ebook’a. Sam jako użytkownik Kindla pewnie byłeś zawiedziony. Dzięki wersji elektronicznej można by zabrać książkę ze sobą na wyprawę i nie ciążyłaby w sakwie nic a nic :)

    • Książkę dostałem w wersji papierowej, więc nie zwróciłem na to uwagi. W sumie sam nie wiem co jest bardziej poręczne w warsztacie/garażu – papier czy czytnik.

  • Olo

    O tym, jak świetna to książka, niech świadczy fakt, że dzięki niej, za pierwszym podejściem zaplotłem koło :)

  • Jest takie ludowe powiedzenie „jeśli chcesz uderzyć konia to i bat się znajdzie”. Jeśli więc ktoś się będzie chciał przyczepić to na pewno znajdzie jakieś braki i niedociągnięcia. Ja tam chwalę sobie tę książkę. Pomogła mi parę rzeczy ogarnąć i osobiście polecam.