Velocino – rower, który padł ofiarą wojny

Velocino – rower, który padł ofiarą wojny

W tej historii jest znany dyktator, wojna i samobójstwo. Dziś zabieramy was do Włoch na przejażdżkę rowerem Velocino.

Smyk, Beskid, Mikrus. Co mówią wam te nazwy?

To samochody zaprojektowane w czasach PRL, które na zawsze pozostały prototypami. Po prostu nie miały szczęścia. Trafiły na czasy, które nie sprzyjały innowacyjności. Gdyby dawno temu jakiś urzędnik powiedział „tak”, być może nasze ulice dziś wyglądałyby trochę inaczej.

Ale dziś nie będzie o samochodach.

Historia roweru zna podobne przypadki. To konstrukcje, które mogły namieszać na rynku, ale coś im przeszkodziło. Na blogu pisaliśmy już o nietypowym rowerze Pedersena. Dziś przenosimy się do Włoch. Poznajcie Velocino.

rower velocino

Wbrew pozorom to nie jest rower dziecięcy

Ta dziwaczna konstrukcja powstała w latach 40. XX wieku z polecenia Benito Mussoliniego. Rower Velocino miał zapewnić Włochom mobilność w miastach, podobnie jak Fiat Topolino miał ich wozić na większych dystansach. Oba pojazdy zaprojektowano z myślą o masowym odbiorcy. Łączy je jeszcze jedna cecha – nazwa.

Topolino to zdrobnienie od słowa topo, oznaczającego mysz. Z kolei veloce to określenie kogoś lub czegoś szybkiego. Velocino jest zatem zdrobnieniem, które w wolnym tłumaczeniu oznacza „szybciutki”. Na zdrobnieniach kończą się podobieństwa pomiędzy historycznym modelem Fiata, a bohaterem dzisiejszego wpisu.

fiat topolino

Fiat Topolino był produkowany do 1955 r., podczas gdy Velocino nie wszedł nigdy do masowej produkcji. Plany pokrzyżowała II wojna światowa, której pośrednią ofiarą padł konstruktor włoskiego rowerka. Ernesto Pettazzoni zainwestował spore pieniądze w swój pomysł. Jednak wojna to nie jest dobry czas dla rowerów. Władze nie były zainteresowane produkcją Velocino, co doprowadziło konstruktora do ruiny i samobójstwa.

Dziwne konstrukcje mają jednak to do siebie, że lubią powracać po latach

Co jakiś czas pasjonaci (albo producenci wódki) tworzą kolejne repliki Syreny Sport. Rower Pedersena również doczekał się ponownych narodzin i dziś można go kupić za grube pieniądze. Podobnie jest z Velocino.

Rowerek znów jeździ po włoskich ulicach dzięki firmie Abici. Jej założyciele przeszukali stare sklepy rowerowe i złomowiska na północy Włoch w poszukiwaniu śladów po Velocino. W końcu trafili na kompletny rower i postanowili przywrócić go światu.

Dziś rower Velocino można kupić w sklepie prowadzonym przez Abici za jedyne… 690 euro (ponad 2 900 zł). Czy jest wart swojej ceny? Szczerze mówiąc, wątpię.

abici velocino

Pettazzoni chciał stworzyć pojazd wygodny i praktyczny

Niewielkie rozmiary pomagały w trzymaniu roweru w mieszkaniu i wnoszeniu go po schodach, a konstrukcja ramy umożliwiała jazdę w długiej spódnicy. Prospekty reklamowe zachwalały kierownicę umiejscowioną pod siodełkiem, która nie obciąża rąk tak, jak rozwiązanie stosowane dziś.

Trudno jednak wyobrazić sobie jazdę Velocino po nierównościach lub pokonywanie krawężników rowerem z tak małym przednim kołem. Znacznie łatwiej przychodzi za to zwizualizowanie sobie lotu przez kierownicę. Konstrukcja ramy wyklucza stawanie na pedałach, przez co można zapomnieć o rozpędzeniu roweru do sensownej prędkości. O pokonywaniu wzniesień nie wspominając.

rower velocino reklama

Wiele z tych ograniczeń jest obecnych we współczesnym wcieleniu Velocino. Gdy dodamy do tego wysoką cenę, otrzymamy bardziej ciekawostkę niż rower, którym można jeździć na co dzień. Ale chyba nie o to chodzi. W końcu miłośnicy Syreny Sport też nie odbudowują jej po to, by wozić zakupy z supermarketu.

Dziękuję HPV Poland & Recumbent Bike za komentarz, który stał się inspiracją dla tego wpisu. Jeżeli znacie inne nietypowe albo typowe rowery z ciekawą historią, dajcie znać w komentarzach :-)

2 Comments Velocino – rower, który padł ofiarą wojny

  1. Pingback: Rower Pedersena, czyli jazda na hamaku » Miejski blog rowerowy

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *