Gdy zimno i pada, czyli stylowo rowerem w deszczu

Gdy zimno i pada, czyli stylowo rowerem w deszczu

Może i jazda rowerem w deszczu nie należy najprzyjemniejszych czynności na świecie, jednak czasem przesiadka na inny środek transportu jest cięższa niż perspektywa jazdy w strugach deszczu, nawet wczesną wiosną czy późną zimą. Macie tak czasami? Ja mam. Dlatego warto wiedzieć, jak ubrać się na rower, kiedy zimno i pada. 

Zapewne te z Was, które czytają naszego bloga od początku, pamiętają wpis Maćka na temat jazdy w deszczu (kliknij tutaj). I choć zgadzam się z nim w kwestii błotników i chlapaczy, to jednak Maciek analizował sprawę, kiedy było ciepło. A przecież zimą i wczesną wiosną przeciwko deszczowi trzeba wytoczyć zupełnie inne działa.

Peleryna czy palto?

113219120_0438ea7517_b (1)

Peleryna nie jest moim ulubionym orężem na deszcz (parasolka także, bez obaw). Ale wczesną wiosną z peleryny nie musimy korzystać, bo jadąc w ocieplanym płaszczu, można się już tylko ugotować z gorąca. Długość płaszcza prezentowana przez pana na zdjęciu to oczywiście przesada. Płaszcz na deszcz powinien w czasie jazdy zakrywać nam kolana. I cacy! Dzięki takiej długości nie zmokniesz zanadto.

Okulary najlepszym przyjacielem w czasie deszczu

2653399132_0a6363f28f_b

Okulary rowerowe, które można znaleźć po słowach kluczowych w Googlach, charakteryzują się tym, że są… brzydkie! A w każdym razie nie pasują do miejskiego stylu jazdy na rowerze. No dobrze, można je kupić i używać tylko w czasie jazdy rowerem w deszczu, można nawet zakładać okulary pływackie, jeśli się lubi. Tym jednak, którzy cenią sobie elegancką stylówkę, na rower polecam okulary „zerówki” z polaryzacją. Kiedyś zastanawiałam się, po co okulary tym, którzy nie mają poważnej wady – no chyba nie dla samych oprawek? Ale zerówki to najwyraźniej sprytny rowerowy hack ;) Ja używam okularów, które zasłaniają połowę twarzy. Wciskasz głęboko na nos i nie martwisz się, że strugi deszczu zaleją Ci oczy w czasie jazdy.

Komin, czapa, rękawiczki

6431354061_3a4df03448_b

Jeśli nie masz maseczki antypyłowej, podczas jazdy rowerem w czasie deszczu dobrze sprawdza się też szalik typu komin. Opatulasz się, zasłaniasz drugie pół twarzy i jedziesz bez zmartwień, że właśnie spłynął Ci cały make-up lub zwyczajnie zimno Ci w twarz. Podczas deszczu warto zakryć głowę kapturem. Jeśli nie masz go przy płaszczu, wełniana czapka i tak nie przepuści zbyt wiele wody. O rękawiczkach nie będę się rozpisywać: warto je mieć.

Test kozaka

6635881715_f2027c21bb_b (1)

Teraz czas na mały quiz. Dlaczego te kozaki nie nadają się na rower? Gratulujemy wszystkim tym, którzy w porę zorientowali się, że choć ładne i czerwone, to jednak zamsz nie jest najlepszym rozwiązaniem. Po kilku przejazdach rowerem w deszczu piękna soczysta czerwień stanie się nieodwracalnie brudna. To samo dzieje się w przypadku czarnego zamszu. Lepiej wybierać takie buty, które powracają do swojego wyglądu po przetarciu zwykłą szmatką. A im głębsze kozaki, tym mniejsze prawdopodobieństwo ubrudzenia spodni czy rajstop.

5566213398_17ae9c2652_b

Rajstopy lepsze niż spodnie

5942888618_e48c3f7c7e_b

Naprawdę! Rajstopy lepiej sprawdzają się niż spodnie w deszczowy dzień. Ewentualne zabrudzenia łatwo zmyć, nawet mydłem w łazience. Nie dziw się zatem, że jeżdżę rowerem w spódnicy prawie codziennie. To cholernie praktyczne!

To kilka moich rowerowych hacków na pogodę pod psem. Pamiętaj jednak, że piszę o zwykłym deszczowym dniu i niekoniecznie moje porady sprawdzą się w ulewny dzień, kiedy woda zalewa piwnice.  Na powódź po prostu rady nie ma – wybierz inny środek transportu lub przeczekaj w ukryciu aż przestanie lać.

A może Ty masz jakieś swoje patenty, bez których nie wychodzisz na rower w deszczowy dzień? Podziel się z nami w komentarzu!

PS. Moje rady są tylko w części dobre i skuteczne: może zdarzyć się tak, że jest za zimno i okulary Ci zaparują. Może zdarzyć się tak, że masz za daleko do pracy i pomimo zwykłego deszczu, zmokniesz i zmarzniesz na amen. W tym wypadku liczy się dobra ocena sytuacji. A na wszelki wypadek, przeczytaj też porady Maćka, jak jeździć w deszczu. 

Fot. 1, 2, 3, 4, 5, 6

  • Okulary? To już wolę żeby mi wpadło do oka, niż napadało na szkła i zasłoniło widok. Jako były okularnik, sprawdziłam obie opcje :)
    Niestety jesienią zdałam sobie sprawę, że jak ze śniegiem da się ogarnąć stosowne ubranie z tego, co się ma (chyba, że ma się płaszcz do kolan i męską ramę), tak do deszczu trzeba już się odpowiednio przygotować, kupić to, tamto, w pracy bawić w przebieranie mokrych spodni/rajstop… chyba wolę opcję parasol :)

    • Mi czasami strugi deszczu zalewają oczy – mało przyjemne. Na pewno wybór: okulary vs nie okulary jest sprawą preferencji – mi akurat krople na szkłach nie przeszkadzają, ale nie każdy musi to lubić ;)
      Hm, w sumie jeżdżę od jakiegoś czasu w ten sposób, i jak na razie nie musiałam się przebierać (chyba, że policzę spódnicę-kredkę, którą lubię, i czasami mam ochotę w niej pochodzić w pracy ;) ale to nie do końca się liczy)

      • W spódnicy pojechałam do pracy może dwa razy. Przez całą drogę prowadziłam jednorącz, drugą ręką powstrzymując spódnicę przed podwiewaniem do pasa :D Uroki nadmorskiego klimatu :)

    • Guest

      Na co dzień chodzę w okularach korekcyjnych. Zapewne masz rację, że to kwestia indywidualna, kwestia preferencji :) Dla mnie to istny koszmar – jakieś paprochy, czy nawet małe kropelki na szkłach – nie potrafię „normalnie” funkcjonować, wrr… ;)

  • Olo

    Dziś jechałem pierwszy raz rowerem, jak padał grad. Okulary mi zaparowały, więc wolałem zdjąć, bo i tak niewiele widziałem. Bez okularów musiałem mrużyć oczy, bo grad. Też niewiele widziałem.

    Te okulary lub ich brak to mocno dyskusyjna kwestia :)

    • Może była zbyt duża różnica temperatur? U mnie zaparowują dopiero, gdy się zatrzymam, ale prawda – ostatnio jest dość ciepło, a wcześniej jeździłam bez okularów, bo nie padało ;)

    • Przynajmniej widzisz coś bez nich, dla niektórych jazda bez okularów/soczewek nawet w idealnie słoneczny dzień zagraża życiu i zdrowiu :)

      • Olo

        O tak. Widzę np. wielką żółtą plamę. Po prędkości z jaką się zbliża wnioskuję, że to samochód ;)

  • Maciej Rutecki

    Ja wszystkim jeżdżącym w zwykłych ubraniach polecam spodnie przeciwdeszczowe zakładane na zwykłe. Muszą mieć:
    – rozpinane wzdłuż nogawki, im dłuższy zamek tym lepiej (łatwiej i szybciej założyć nie zdejmując butów),
    – koniec nogawki z takim daszkiem, który chroni buty przed wlewaniem się wody do środka.

    Ja mam swój ulubiony model, który zakupiłem w zeszłym roku i tylko raz mnie zawiódł, gdy niedokładnie zapiąłem ściągacz i przy jednej kałuży trochę mi się wody wlało do buta. Producenta nie podaję, żeby nie robić reklamy, ale nie trzeba szukać tego w holenderskich sklepach, bo czasem i w polskich sieciówkach „sportowych” można znaleźć podobne rozwiązania. Ceny od 50 (decathlon) do 250 złotych (holenderskie z wysyłką do Polski).

    Da się jeździć w skórzanych butach, podstawa to: błotniki z prawdziwego zdarzenia (czyli w zasadzie każdy „holender”) i impregnat do butów.

    Czasem gdy już nie pada, ale ulice nie grzeszą czystością, to mam ochraniacze na buty — w spodniach przeciwdeszczowych wtedy zaczyna się robić zbyt ciepło. Ceny od 20 do 70 złotych

    Gdy nie mam wodoodpornego płaszcza/kurtki (np. skórzana, albo marynarka) to mam najtańszą kurtkę chyba zrobioną z ceraty, którą zakładam w ulewę na zwykłą kurtkę. W spokojnym tempie nie da się spocić. Cena 19 (albo 29 — nie pamiętam) złotych.

    Całość mieści się w małych woreczkach i ochroniła mnie przed każdą ulewą (dystans od 15 do 24km). Generalnie, w pracy byłem zawsze najbardziej suchy.

    Jako okularnik zawszę klnę w deszcz, już wolę je zdjąć od razu, wcale nie będę widział gorzej niż przez mokre od deszczu soczewki. Mżawka jest najgorsza. :D

  • Danusia

    Kiedyś jeździłam w kurtce przeciwdeszczowej, przebierałam spodnie w pracy,etc. Teraz mam rowerową pelerynę i nie muszę się już przejmować jakimkolwiek przemakaniem, więc i sam ubiór pod spód jest absolutnie dowolny. To praktyczne zwłaszcza, kiedy deszcz pojawi się niespodziewanie, Daszek chroni (wystarczająco) oczy i twarz, mam widoczność na boki, nogi zasłonięte, odblaski na plecach. Wygląda to totalnie nieatrakcyjnie, ale tam gdzie musi się zacząć rozsądek, kończy się dla mnie aspekt wizualny.

    • Maciej Rutecki

      „Wygląda to totalnie nieatrakcyjnie, ale tam gdzie musi się zacząć rozsądek, kończy się dla mnie aspekt wizualny.”

      Bo akurat ktoś w deszcz czy ulewę patrzy na to. Lepiej być potem w pracy czysty i suchy.

  • Witam. Osobiście lubię jeździć w każdą pogodę. Przez większość część roku śmigam w cywilnych ubraniach, jednak są takie dni że rowerowy ciuch jest niezastąpiony.
    Pozdrawiam

  • Krzysztof Słychań

    Z mojego punktu widzenia zalane okulary to mega upierdliwa sprawa, pole widzenia się zwęża, a krople działają jak soczewka i bardzo utrudniają dostrzeganie szczegółów, zwłaszcza w nocy. Mam -3, a nie jestem przekonany do kontaktów. Przydałyby się wycieraczki do bryli ;).
    Przy drobnym deszczu wystarczy mi kapelusz i skórzana kurtka, na większą słotę wyciągam parasol lub próbuję przeczekać. Letnie deszcze to inna sprawa, moknięcie od ciepłej wody jest przyjemniejsze.

  • Pingback: Kurtka 3 w 1 - chyba znalazłem idealny strój na rower jesienią » Miejski blog rowerowy()