Poznaniu, obudź się, tej!

Poznań to miasto, w którym ewidentnie coś poszło nie tak. Cały Zachód przekonuje się, że miasto ze zrównoważonym transportem jest lepszym miejscem do życia niż miasto porozcinane huczącymi autostradami. Tymczasem Poznań wsiada do wehikułu czasu i… cała wstecz! Prosto do lat 70-tych, którym przyświecała zasada, że im więcej samochodów stojących w korkach, tym więcej wielkich dróg należy wybudować.

Piesi na rowerach

Mieszkając w Poznaniu, wszędzie dojeżdżałam rowerem, ale… jeździłam po chodnikach. Wierzcie, bądź nie, ale kiedy w innych dużych miastach Polski wrzało od postulatów rozbudowy infrastruktury rowerowej, w Poznaniu – ze mną na czele – nikt prawie nie wiedział, że można chcieć legalnie i bezpiecznie jeździć po mieście. Miasto traktowało rowerzystów jak pieszych na rowerach, nie rozbudowując praktycznie (lub w małym stopniu) dróg rowerowych. Za poruszanie się po chodnikach, rzecz jasna, wlepiało mandaty.

Poznań miastem duchów

8369094352_22bd40fdbb_k

Czy potraficie wyobrazić sobie uczucie, jakie towarzyszyło jednostce Wojska Polskiego, które zgubiło drona za 100 tys. zł? Tak czuje się rowerzysta, który dojeżdżając do centrum miasta zostaje bez wyznaczonej dla trasy dla rowerów.

Dojeżdżając praktycznie z każdej strony do centrum miasta, rowerzysta w Poznaniu wjeżdża w rowerową pustkę. Tak na przykład, jadąc z Grunwaldu w okolice Malty, droga prowadzi nas jedynie przez Bukowską. Następnie w okolicach ronda Kaponiera znika, pojawia się znowu w okolicach Mostu Teatralnego, no i koło Okrąglaka znów znika. Żadnych udogodnień,  żadnych wskazówek, którędy jechać szybciej i bezpieczniej.

Nie ma tras łączących północ z południem, zachód miasta ze wschodnimi jego dzielnicami. Brakuje rozwiązań całościowych, choć potencjał jest. Warta, biegnąca z południa na północ, to zupełnie niewykorzystany naturalny szlak, wzdłuż której nie przewidziano nawet ścieżki spacerowej. Zdaje się, że już w średniowieczu rzeki wytyczały szlaki, prawda?

Cała sprawa znikających, jak duchy, dróg rowerowych ma też bardzo tragiczny aspekt. W Poznaniu wciąż przybywa ghost bike’ów. Te białe rowery przypominają o miejscach, gdzie pod kołami samochodu zginął rowerzysta.

Brukowane piekiełko

Mieszkając jeszcze w Poznaniu, pewnego razu oprowadzałam po mieście zrowerowaną ekipę z Krakowa. Nie mogli nadziwić się, że choć Poznań wydaje się nowoczesnym miastem, wiele kluczowych ulic wyłożonych jest kostką brukową, pamiętającą czasy chyba samego Mieszka I. Być może wieki temu spełniała swoją funkcję, ale – na litość – technologia poszła do przodu! Asfalt to naprawdę dobre rozwiązanie. Kraków też jest starym miastem, i również można znaleźć brukowane uliczki, a jednak kostka brukowa*, którą są wyłożone, nie sprawia problemu nawet paniom na szpilkach.

Na kolana, chamy!

Moja ulubiona scena z filmu Auto*Mat (reż. Martin Mareček) oddaje stosunek włodarzy miasta do kwestii samochodów. Nie bez przyczyny w latach 70-tych wybudowano siatkę autostrad rozcinającą spójną tkankę miasta.

Nie bez przyczyny, drogi pieszy, rowerzysto, matko z dzieckiem w wózku, osobo z ograniczeniem ruchowym, chcąc przedostać się na drugą stronę jezdni  (ul. Witosa, część skrzyżowania Podwale – Warszawska – Jana Pawła II, Królowej Jadwigi, wszystkie skrzyżowania przy przystankach PST, Wyszyńskiego), chcąc skorzystać z dworca (Matyi), czy chcąc dostać się do centrum (tak, było przy rondzie Kaponiera), zstępujesz w podziemia, korzystając z często niedostosowanej do swoich potrzeb infrastruktury.

Nie bez przyczyny, zatrzymujesz się przed skrzyżowaniami i wysyłasz wniosek o pozwolenie przejścia na drugą stronę ulicy (przyciski wywołujące zielone światło przy sygnalizatorach).

Nie bez przyczyny, rowerzysto, zsiadasz ze swojego rumaka, na widok przejścia dla pieszych bez przejazdu rowerowego.

Tak, to wszystko ma sens. Wszak trzeba oddać należyty hołd wspaniałemu wytworowi ludzkiej techniki, będącego synonimem postępu w latach 60-tych. Samochodzie, bądźże pozdrowion!

Smutne podsumowanie, czyli pomnik rowerzysty

Stary Marych, Poznań

Ekipa krakowska udała się na zwiedzanie centrum Poznania. Znaleźli pomnik rowerzysty w samym sercu miasta! „Jakże to?” Pomnik rowerzysty w tym anty-rowerowym mieście? Trzeba było im wstydliwie tłumaczyć, że to Stary Marych. Postać fikcyjna. Więc i ten rower to pewnie jakieś tylko blubry…

 

*I nie mówimy tu o popularnej kostce Bauma!

 

Fot. 1, 2, 3

  • Nie jest fajnie, ale co raz lepiej. Nie wiem, z którego roku te doświadczenia, ale w co chwile powstają nowe ścieżki.

    • W sumie z nie tak dawna – 8 lat mieszkałam w Poznaniu, a dopiero od września zeszłego roku jestem w Krakowie. Dróg rowerowych przybywa, nie przeczę, ale wciąż ich mało, i brakuje w newralgicznych punktach.

    • Kaczmarek Adam

      tak, bez logicznego planu…
      Wszystko robione byle jak. Polecam przejechać się drogą rowerową na ul. Przybyszewskiego w kierunku Sołacza. Paranoja.

      • Tak, ten odcinek nadaje się do Monty Pythona.

  • Poznaniak

    Jeżdżę rowerem po mieście od wielu lat. Ściezek jest mało, idiotyczne przyciski na sygnalizatorach nie umilają jazdy. Ale generalnie daję sobie doskonale radę. Myślę, że to kwestia przetestowania kilku tras dom-praca-dom i doboru tej najlepszej. Ja tę najlepszą znalazłem i uważam, że jest bezpieczna.

    • W Poznaniu nie spędziłem dużo czasu, ale też zwróciłem uwagę na przyciski, o których wspominasz. W porównaniu do Krakowa, to trzeba długo czekać i cykle świateł dla pieszych są bardzo krótkie – naprawdę trzeba się spieszyć.

  • Włodzimierz Nowak

    Powtórzę to co napisałem już w innym miejscu pod linkiem do tekstu. Poznań
    był bez dyskusji najbardziej progresywnym polskim miastem, wdrażającym
    ideę zrównoważonego rozwoju w latach 90tych. Plan Ogólny z 1994 czy
    Polityka Transportowa z 1999 do dzisiaj mogą stanowić benchmark planów
    rozwojowych okresu przekształceń.
    Tylko co z tego, gdy Poznań po odejściu prezydenta Kaczmarka przeszedł z
    awangardy do ariergardy? A mimo to, dzisiaj w Poznaniu aż 4%
    mieszkańców jeździ rowerami w codziennych podróżach. To tyle samo ile w
    stawiających w ostatnich latach na rower Wrocławiu i Gdańsku. Eksplozja
    rowerowa jest namacalna, wystarczy otworzyć drzwi domu. Dlatego tytuł
    Twego tekstu jest mylący.

    Ale
    że władze miejskie to najbardziej wsteczne w Polsce, to chyba można się
    zgodzić. Moderna wiecznie żywa. Skansen dinozaurów…
    Poznań
    miał w 2000r system tramwajowy o kilkanaście lat przewyższający inne
    miasta, do dzisiaj zachował wiele ze sprawności, choć nie jest już
    najlepszym. Ale jak mogło być inaczej, gdy z intensywnych inwestycji w
    transport publiczny, w pierwszej dekadzie XXI w 10% środków poszło na
    układ tramwajowy. Z pioniera rozwiązań rowerowych, kontrapasów, pasów,
    pierwszych dróg rowerowych skoczyliśmy do ogona ‚bo nie ma tradycji’. W
    Poznaniu rada miasta uchwaliła wprowadzenie uspokajania ruchu nie tylko w
    centrum, ale i w całym Śródmieściu (Łazarz, Jeżyce, Śródka, Wilda)
    stref Tempo 30
    już w 1994 roku, czyli ledwie 8 lat po Grazu. Ale wdrożenie pierwszego małego
    fragmentu nastąpiło w 2013 roku. Mimo to miasto podskórnie już buzuje.
    Teraz zmiany będą ewolucyjne, gdyż zdyscyplinowany elektorat wybierze
    kontynuację albo bardzo minimalną zmianę na rzecz PO. Ale
    zniecierpliwienie rośnie. Mieszkańcy Poznania zawsze dużo podróżowali za
    granicę. Porównywaliśmy się z pychą z miastami zachodnimi, a tu teraz
    król jest coraz bardziej nagi. Coraz więcej osób to widzi. Coraz więcej
    osób zaczyna gorzko czuć smak mieszkania pod miastem. Mało kto z osób
    interesujących się miastem nie zna kogoś, kto już sprzedał podmiejski
    dom i wrócił w obszar gęsto zaludniony. Zmiana nadciąga.

    • TeKa

      Prawidłowy poznański tytuł powinien brzmieć „Tej, Poznaniu, obudź się”

  • Pingback: Klimat na rowery mamy idealny. Sorry! || Miejski blog rowerowy()

  • Ardzej

    „im więcej samochodów stojących w korkach, tym więcej wielkich dróg należy wybudować.” Co takiego nielogicznego w tym zdaniu??? Autor ma ewidentny ból dupy, szkoda czytać takiego sfrustrowanego człowieka. Ciał

    • Nielogiczne jest to, że poszerzanie dróg zamiast zmniejszać korki tylko je powiększa, bo zachęca więcej ludzi do jazdy samochodem. W efekcie kierowcy dłużej siedzą w swoich samochodach i to oni – a nie autor tekstu – mają ból dupy. Polecam poczytać o paradoksie Braessa http://pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_Braessa

      • Ardzej

        Czyli szersze drogi, więcej zjazdów i alternatywne połączenia sprawiają, że jest więcej korków bo… bo to jest „paradoks Braessa”-zachęcanie ludzi do jazdy autem. Tylko, że my już te korki mamy, a z doświadczenia jazdy po Warszawie widzę, że drogi są tam szersze w centrum(3 pasy) i jeździ się lepiej, chociażby dlatego, że w przypadku jakiejś awarii można ją objechać, w poznaniu tworzy się kocioł. Rowerzyści chcą żeby kierowcom było jak najgorzej, teraz wąskie drogi, wcześniej karne kutasy za złe parkowanie. W Poznaniu nie ma już gdzie zaparkować bo Grobelny gdzie się dało powstawiał słupki, efekt? ulice są puste, pełne są za to centra handlowe(tam da się zaparkować). Wielokrotnie chciałem coś zobaczyć, np na świętym Marcinie, ale nie miałem gdzie stanąć. Centrum się wyludnia, ważne, że rowerzyści będą szczęśliwi..

        • Jan

          Nie dajmy się zwariować, żadne miasto ze zbyt wielkimi ulicami w centrum miasta nie będzie przyjemne do życia. Wiele centrów miast się wyludnia, bo coraz dalej można dojechać samochodem. Ardzej, to, co piszesz to jest postawienie na głowie całej sprawy – coraz więcej samochodów, to coraz szersze drogi, i znowu jeszcze coraz więcej samochodów. Tym sposobem staniemy się drugą zakorkowaną moskwą: 4 mln samochodów codziennie, miasto oplatają 3 obwodnice, a i tak stoją w korku. i co? jeśli zrobiliby 5 obwodnic, nadal miasto będzie zakorkowane, bo w miastach naturalnie tworzą się wąskie gardła plus hałas, plus zanieczyszczenie powietrza – nikt nie chce mieszkać w takich warunkach, to jest jedna z przyczyn, dlaczego miasto się wyludnia. Zresztą z tym parkowaniem… spójrz na to z innej strony, samochód to jest postawienie ok. 7,5 metra kwadratowego przez jedną osobę – w miejscu, gdzie chodzą ludzie, jeżdżą rowery. To jest dopiero samolubne! Aby przewrócić miasto mieszkańcom realną atlerantywą będzie dobra komunikacja miejska i wlasnie rowery. pozdrawiam

        • TeKa

          Człowieku, przeczytaj sobie wywiad z Janem Gehlem http://wyborcza.pl/1,75968,7676126,Miasta_sa_dla_ludzi__nie_dla_sloni.html albo http://wyborcza.pl/1,76842,13847309,Kopenhaga_buduje_autostrady_dla_rowerow__Pierwsze.html i nie marudź. Sama jeżdżę samochodem (niestety) do pracy i rowerem(dla przyjemności). Gdyby moje miasto było lepiej rowerowo rozwiązane, jeździłabym i tu i tu rowerkiem. Dla mnie, dla miasta i dla naszych płuc byłoby o wiele lepiej – taniej, zdrowiej, przyjemniej.

  • Mariusz Jackowiak

    Nie przesadzajcie, Ja przemieszczam się rowerem z krańców północnych Poznania ( os. J. III Sobieskiego ) na Ławicę i czasami na Franowo, i całe te odcinki pokonuję ścieżkami rowerowymi, lub pieszo-rowerowymi. Mieszka I na odcinku 5 kilometrów niemal bezkolizyjnie. Faktem jest że za pierwszym razem kiedy się jedzie to trzeba wytężyć swą uwagę bo to ścieżka nagle ucieka w lewo i trzeba patrzeć na znaki. Ale zrozumcie jedno ścieżki są budowane od 24 lat dopiero!!, to niewiele czasu. Jest nieźle, zawsze mogłoby być lepiej, ale jęczycie jakbyście byli jedyni. Bo guzik trzeba nacisnąć, bo trzeba czekać na światłach a jak nie trzeba czekać to też źle bo przejścia podziemne, nosz k…. trzeba czekać na światłach źle, przejście podziemne źle, napiszcie do Harrego Pottera może poda wam zaklęcie na lewitację. Kolejny argument, „brukowane piekiełko” najlepiej wszystko zalać asfaltem, nie radzę jechać do Rzymu bo się popłaczecie. Pozdrawiam frustratów, z siodełka rowerowego świat wygląda lepiej, tak sądzę ale jak wy z niego zsiadacie to chyba widzicie Prypeć.

    • Jan

      No, Poznań jest jak obwarzanek – na zewnątrz super, bo jest trochę dróg rowerowych poza ścisłym centrum, w środku trochę pustką wieje. Nie wiem, z jakimi ty się standardami projektowania spotkałeś (spotkałeś się z czymś takim?), ale: 1) przyciski wzbudzające zielone dla pieszych i rowerzystów są nielegalne, 2) przejścia podziemne bez infrastruktury dla m.in niepełnosprawnych, rowerów, matek z dziećmi – też są nielegalne, po 3) są zalecenia w stosunku do tego, jakimi drogami powinny wyłożone drogi rowerowe, i nie jest to nawet kostka bałma. Poznań nie jest starożytnym miastem, więc nie widzę problemów, żeby asfaltować tam, gdzie trzeba. 24 lata to w pizdu dużo, a w nawet w Polsce istnieje coś takiego jak standardy rowerowe projektowania. Nie jestem frustratem, ale uważam, że jeśli można coś robić dobrze, to do cholery róbmy to.

      • Mariusz Jackowiak

        Nawet jeżeli nie spotkałem się z takim pojęciem ( przyznam byś mógł poczuć się lepszy ;) ), to ja piszę z perspektywy użytkownika, a Ty teoretyka zaczytanego w przepisy. Jeżdżę bardzo dużo na rowerze po Poznaniu i zdaję sobie sprawę że może być lepiej i z każdym rokiem jest lepiej. Ale jeszcze trochę a namówisz i mnie bym się skwasił. Jutro gdy będę jechał, to będę wypatrywał co jest nie tak, i zastanawiał się co się zemną dzieje, że wcześniej mi to nie przeszkadzało. A jeszcze ci przekaże trochę informacji z mojego doświadczenia na Franowo jadę przez centrum, jadąc w dół św. Wojciecha wjeżdżam na ścieżki przy starym rynku, dojeżdżam nimi do ul. mostowej, tędy na most Św. Rocha i tutaj SZOKKKK cały czas ścieżką, a przecież nie ma ścieżek w centrum… a fakt część z nich przebiega po bruku, i to nie takiego ze średniowiecza bo tylko taki ma rację bytu ( ale Ja to wiem dopiero od dzisiaj ).A mało tego powiem Ci, że jadąc z os. Sobieskiego na Franowo przejeżdżam pod 5 (!!!!) przejazdami podziemnymi i uwaga tutaj kolejny SZOKKKK wszystkie mają udogodnienia dla matek z dziećmi, niepełnosprawnych, a nawet mają wytyczone pasy dla rowerów Wsiadaj Jan na rower i się przejedź a nie teoretyzujesz mi tu. Pozdrawiam

        • Ciekawa dyskusja. Jeździłam rowerem po Poznaniu zawsze, dużo i wszędzie. I nie przeszkadzały mi te rzeczy, o których napisałam. Nie znałam innych rozwiązań, i myślałam, że tak musi być. Dopiero doświadczenie z jazdy po innym dużym mieście pokazało, że w Poznaniu z tymi rowerami coś jednak nie-halo. Tekst powstał, żeby wypunktować to, co jest mocną niedoróbką – z nadzieją, że w Poznań się w końcu rowerowo ogarnie. amen

  • Wodnik

    Jeżdżę na rowerze dużo i traktuję rower jako środek transportu. W oparciu o moją wiedzę praktyczną stwierdzam że w Poznaniu nie buduje się dróg rowerowych dla transportu alternatywnego tylko w większości są to spacerowe drogi rowerowe po których ciężko jechać choćby 20 km/godz największe grzechy projektantów i wykonawców to nierówna nawierzchnia, krawężniki przy przejazdach na skrzyżowaniach, niedziałające przyciski przy sygnalizatorach, szerokość dróg rowerowych niezgodna z normami , złe oznakowanie. Z innych bolączek to piesi nagminnie chodzący po drogach rowerowych lub niespodziewanie wkraczający na nie. Odfajkowuje również miasto temat dróg rowerowy w sposób rodem z kosmosu, mam na myśli tutaj wytyczanie dróg rowerowych bezinwestycyjnie np. droga wzdłuż ul. Malwowej idąca tzw. pasem p-poż. w lesie ok. 10 m od drogi

    • Dzięki za ten komentarz. Na pocieszenie mogę dodać, że problem pieszych na drogach rowerowych to nie tylko poznański problem. Czasami mam wrażenie, że czerwony kolor nawierzchni i wielkie rowery wymalowane białą farbą to niedostateczny sygnał dla niektórych pieszych, że znajdują się poza chodnikiem :-)