Twarz na Marsie, czyli dlaczego nie widać rowerzystów

Twarz na Marsie, czyli dlaczego nie widać rowerzystów

Dziś byłem na miejscu wypadku. Przypadkowo.

Gdy wyjechałem z pracy, zaskoczył mnie korek w miejscu, gdzie nigdy go nie ma. Kolejka samochodów stała przed skrzyżowaniem dwóch niewielkich osiedlowych ulic. Podjechałem bliżej. Pierwsze, co zobaczyłem to ciemny kształt, leżący na jezdni przy krawężniku. Motocyklista. Kawałek dalej leżał roztrzaskany motor. Kawałki plastiku walały się wszędzie i trudno było stwierdzić, które z nich pochodzą z jednośladu, a które są elementami zderzaka i pasa przedniego rozbitego samochodu.

Szczęściem w nieszczęściu można nazwać fakt, że poszkodowanym zajmowało się już dwoje policjantów. Widocznie patrolowali okolicę i akurat byli na miejscu. On mówił cały czas do motocyklisty, próbując podtrzymać jego świadomość. Ona rozmawiała przez komórkę z dyżurnym pogotowia ratunkowego.

Obok roztrzęsiona kobieta, właścicielka feralnego auta. Rozedrgany głos, nerwowe ruchy. Mówiła ni to do policjantów, ni to do gapiów, próbując się usprawiedliwić. Tłumaczyła, że wyjeżdżając z podporządkowanej ulicy widziała w oddali światła zbliżających się samochodów i uznała, że zdąży przed nimi. Ale nie zauważyła motocykla, jadącego w jej stronę. Więc ruszyła.

Takie zdarzenia dają do myślenia. Zastanawiałem się później nad całą sytuacją i nad tym, co mówiła kobieta, która spowodowała wypadek. Nie zamierzam rozstrzygać, po czyjej stronie jest wina. Przypomniałem sobie za to o pewnym zjawisku, którego przykład widzicie na ilustracji tego wpisu.

Ludzki mózg ma to do siebie, że poszukuje kształtów, które już zna (więcej tutaj). To dlatego w dwukropku i nawiasie zamykającym widzimy uśmiechniętą buźkę. Odpowiednio oświetlona skała na obcej planecie jest twarzą kosmity, a dwa światła obok siebie mówią nam: jedzie samochód. Tyle, że motocykle nie mają dwóch świateł. Rowery też nie

Sam kiedyś złapałem się na tym, jak mocno zakodowane w moim umyśle jest rozpoznawanie samochodów po światłach. Kilka lat obowiązkowej jazdy z włączonymi reflektorami zrobiło swoje. Rzut oka w bok, są dwa światła – stój. Nie ma – można jechać. W ten sposób o mało nie wpakowałem się pod auto, które jechało bez świateł. Mój mózg szukał dwóch jasnych punktów obok siebie. W ostatniej chwili zauważyłem ciemny kształt samochodu.

Dzielę się z wami tą historią, bo czasami mam wrażenie, że rowerzyści nie do końca rozumieją, dlaczego trzeba używać dobrego oświetlenia. Albo jeżdżą na ciemno, albo montują na kierownicy lampki, które świecą niewiele mocniej od diody powiadomień w moim telefonie. Tu nie chodzi o to, żeby uniknąć mandatu w razie kontroli. Chodzi o to, żebyście nie spędzali świąt ani żadnych innych dni w takich miejscach jak to, do którego trafił dziś ten motocyklista.

Znak „ustąp pierwszeństwa przejazdu” nie załatwi sprawy za was. Bądźcie maksymalnie widoczni i dla własnego dobra zakładajcie czasem, że kierowca was nie widzi.

Fot. 1

  • wirtualneszlaki

    Coraz częściej problemem są też za mocne lampki. Mocne ledy dają ilość światła porównywalną z samochodowymi reflektorami, ale wiązka nie jest kształtowana i oślepia jadących z przeciwka. Pomagają tu kolimatory, ale większość właścicieli mocnych latarek w ogóle nie zwraca na to uwagi.

    • mazdac

      To prawda, brak „odcięcia” góry we wszelkiej maści latarkach wali po oczach, zwłaszcza w terenie niezabudowanym w ciemnościach rozświetlanych jedynie naszą lampą (po minięciu takiego delikwenta przez chwilę jedzie się po omacku aż źrenice znów się dostosują). Kolejny problem to używanie zamiast oświetlenia na rowerze, tzw. czołówek mocowanych na głowie. Można się nieźle zdziwić, że to rower i jest tak blisko (oczekujemy światła na wysokości kierownicy maksymalnie a nie głowy, inaczej obliczamy odległość).

      • Maciej Rutecki

        Z lampkami z odcięciem też trzeba uważać, szczególnie z mocniejszymi.

        Na co dzień używam montowanej przy błotniku 30 lux (Axa Pico). Wystarcza aż nadto na DDR w nocy, a w dzień także na ulicach. Ale na kierownicy mam Philipsa SafeRide 80 (80 lux), którą dodatkowo używam na ulicy w nocy, aby wybić się nieco na tle reflektorów samochodów lub na kompletnie nieoświetlonych DDRach (jest takich sporo w Trójmieście). Philips jest solidny, ma bardzo dobre odcięcie światła, ale przy mocniejszej lampce dobrze jest kontrolować częściej jej ustawienie. Właśnie wczoraj wjeżdżając na dobrze oświetloną DDR zapomniałem ją wyłączyć i — najwyraźniej — musiała mi się nieco przekręcić na kierownicy (inaczej trudno mi wytłumaczyć sytuację), tak że rowerzystka jadąca z naprzeciwka zwróciła uwagę na to że oślepiam. Na dobrze oświetlonej drodze łatwo o złe ustawienie.

        Co do geniuszy z latarkami taktycznymi na rowerze, przyznam się, że jak takich widzę, to podnoszę tego Philipsa i walę po oczach, o ile ktoś za nimi nie jedzie. Niech zobaczą jakie to przyjemnie. Tylko jeden zwrócił mi uwagę, ale odpowiedziałem mu, że teraz wie jak to jest fajnie jak kogoś oślepia. Trochę mało kulturalne podejście, ale ja już nie mam siły. Na zwrócenie uwagi reagują często chamskimi odzywkami.

        • mazdac

          pisałem o latarkach (możesz to nazwać „taktycznymi” chociaż takich po 4zł bym tak nie nazwał), a nie lampach rowerowych (do których zaliczają się takie jak Twój SafeRide czy mój Lumotec IQ Cyo) które najczęściej są zaprojektowane tak aby nie razić (podobnie jak w samochodach).

  • Olo

    Od prawie roku mieszkam na wsi, często jeżdżę późnym wieczorem, po zmroku. Najgorsze jest to, że ludzie przekonani są, że skoro oni wszystko widzą, to inni widzą tak samo. Wzrok przyzwyczaja się do mroku, ale z perspektywy samochodu wszystko wygląda inaczej niż z perspektywy pieszego. Wczoraj wjechałbym w inny samochód, bo ten w ostatniej chwili zobaczył dzieciaka i musiał hamować. Dzieciak oczywiście bez odblasku. Do tego dochodzą wszyscy wiejscy rowerzyści, którzy „pani, tylko do sklepu, 500 metrów, co się może stać?” Ale na szczęście widać poprawę. Babcie w żółtych kamizelkach najlepsze!

    • ohaleck

      Oczywiście wina dzieciaka bo nie ma odblasków? A może obaj przez tą wieś jechaliście za szybko, skoro wasza prędkość była zbyt duża żeby bezpiecznie ominąć przeszkodę w czasie od jej zobaczenia do momentu, gdy do niej dojedziecie? Sarny i jelenie też chciałbyś zaopatrzyć w odblaski?

      • mazdac

        Tak wina dzieciaka albo rodziców – zgodnie z przepisami w terenie niezabudowanym (jeśli to było w takim terenie) jest obowiązek noszenia elementów odblaskowych. Co do zwierząt to w przypadku braku znaku A-18b („dzikie zwierzęta”) winę ponosi zarządca drogi, w przypadku gdy takie znaki są, to jest tak jak piszesz – winę ponosi kierowca który wiedząc o zagrożeniu nie zachował należytej ostrożności i nie dostosował prędkości.

  • Witam. Można walić jak grochem o ścianę a i tak podczas nocnej jazdy rowerem można zauważyć, że 90% rowerzystów ma lampki pchełki które nie dają żadnego światła na DDR-ze!. Na mocne lampki narzekają zazwyczaj ci, którzy wogóle nie używają przedniego oświetlenia w nocy. Ale to tak samo powiedziałby kierowca samochodu gdyby jechał autostradą z wyłączonymi światłami. Lampka rowerowa powinna nam oświetlać drogę nie tylko kilka metrów do przodu ale również i nieco na boki ponieważ np. przy przejeździe przez skrzyżowanie jadąc prosto (droga dla rowerów), z lewej naszej strony kierowcy samochodów zazwyczaj mają warunek do skrętu w prawo i jeśli mamy słabą przednią lampkę to zawsze taki rowerzysta jest potrącany. Kiedyś też używałem słabej lampki i dziwiłem się, jak można mieć na rowerze taki mocny reflektor ale jeżdżąc po mieście takim jak stolica, trzeba być widocznym bo zawsze albo trafi się biegacz bez odblasków na DDR-ze albo kierowcy nie będą nas widzieć. Czasem naprawdę warto zasiąść przed kierownicą samochodu i obejrzeć rowerzystów w nocy bo z lampkami pchełkami nie są wogóle widoczni. Lampka pchełka to nie jest idealny sposób na uniknięcie mandatu bo według przepisów, rowerowe światła pozycyjne oraz światła odblaskowe oświetlone światłem drogowym innego pojazdu powinny być widoczne w nocy przy dobrej przejrzystości powietrza z odległości co najmniej 150 metrów. Jeśli ktoś używa taniej pchełki to nie jest ona widoczna nawet z 50 metrów a jeśli ponadto nie posiada zdolności odblaskowych to tak jakby tej lampki wogóle nie było na rowerze. Za lampkę niewidoczną lub jej zupełny brak w rowerze żaden rowerzysta w Polsce nie dostanie mandatu bo służbom nie chce się tego egzekwować. Szkoda, bo idąc tą drogą można śmiało powiedzieć, że stworzone przepisy nie mają sensu skoro ludzie się do nich nie stosują a uprawnione służby nie karają. Dlatego można pisać codziennie na blogach/stronach o wymaganym oświetleniu rowerzysty w nocy a i tak gdy zajdzie słońce na ulice wyjadą rowerowi batmani.

    • mazdac

      To i tak nieźle, w moim mieście (i poza) działające oświetlenie to maksymalnie 30-40% rowerzystów (nie licząc rowerów wypożyczanych).
      Sam mam dobre oświetlenie włączone cały czas (dynamo w pieście i czujnik zmierzchowy), ale narzekam na rowerzystów którzy „rażą” – najczęściej używają nieprzystosowanych do tego latarek (przedział cenowy najczęściej 4-30zł) i oświetlenia dobrego w terenie – tzw. flood czy też spolszcając „zalewającego całą okolicę światłem”. W mieście to jeszcze nie jest duży problem, bo jednak ulice są w jakimś stopniu oświetlone i nie jest to taki szok dla naszych oczu, sytuacja ma się znacznie gorzej w terenie niezabudowanym na wąskiej ddr jak mijamy takiego „delikwenta” – przez kilka sekund nie widzimy nic.
      Co do kierowców na strzałce, to z własnego doświadczenia wiem, że oświetlenie nie wystarcza (na pewno pomaga), trzeba zmiany świadomości i surowej egzekucji zatrzymywania się „na strzałce”.
      Lampki pchełki powinny raczej służyć jako ostatnia deska ratunku, jako zapasowe źródło światła.
      Zgadzam się co do „służb”, częściej miałem i widziałem kontrolę numerów ram niż stanu technicznego, a żeby wyrobić normę mandatów wystarczyłoby wieczorem wybrać się na bardziej uczęszczaną ddr :]

  • Inną sprawą jest gdy kierowca widzi, że zbliża się do niego rowerzysta lub motocyklista, a ten i tak uważa, że zdąży.

    Dla zainteresowanych mocą lampek polecam film porównujący widoczność pchełek, taniej lampki, czołówki, porządnej lampki i więcej –> http://wp.me/p6VPCf-24u

  • Hubert Mazur

    Z opisanej tu historii wyciągam jednak zupełnie odmienne wnioski. Przede wszystkim większość wypadków zdarza się w dzień, w Krakowie ostatni wypadek z winy rowerzysty nie posiadającego prawidłowego oświetlenia zdarzył się bodaj 7 lat temu. Pomimo to wciąż zdarzają się kierowcy, którzy poszukują wzrokiem wyłącznie kształtu innych samochodów. Dlaczego? IMHO po prostu nikt na żadnym etapie nie zwraca kierowcom uwagi, że nie są sami w mieście. Wprost przeciwnie – mamy od lat tendencję do wypychania z jezdni wszystkich nie-samochodów, np. pieszych przez budowę kładek i przejść podziemnych. Z polskimi kierowcami jest zasadniczo coś nie w porządku.