Wszystkiemu winni są cykliści! Tylko właściwie dlaczego?

Wszystkiemu winni są cykliści! Tylko właściwie dlaczego?

Słowa ministra Waszczykowskiego przypomniały mi stare powiedzenie, obwiniające za całe zło tego świata cyklistów. Czym sobie na to zasłużyli?

Dzisiejszy dzień należał do szefa resortu spraw zagranicznych. W wywiadzie dla niemieckiego tabloidu minister zabłysnął taką oto wypowiedzią:

Chcemy tylko uleczyć nasz kraj z niektórych chorób. Poprzedni rząd wdrażał lewicową koncepcję, jak gdyby świat musiał zgodnie z marksistowskim wzorcem poruszać się tylko w jednym kierunku: w stronę mieszanki kultur i ras, świata rowerzystów i wegetarian, który stawia jedynie na odnawialne źródła energii i zwalcza wszystkie formy religii. (źródło)

Złota myśl pana ministra przypomniała mi znane powiedzonko, które na pewno słyszeliście nieraz: wszystkiemu winni są Żydzi, masoni i cykliści. O co chodzi z tymi cyklistami? W poszukiwaniu odpowiedzi musimy trochę cofnąć się w czasie.

Jak Antoni antysemitów zaginał

antoni słonimski

Powiedzonko o cyklistach i całej reszcie prawdopodobnie zawdzięczamy Antoniemu Słonimskiemu:

Zawsze w takich sytuacjach winni są Żydzi, cykliści, ale najczęściej literatura. (źródło)

W podobny sposób poeta zwykł rozmawiać z osobami, które za całe zło tego świata obwiniały izraelitów. Gdy Słonimski słyszał mądrości w stylu „To wina Żydów!”, dodawał: „Żydów i cyklistów”. Zdziwiony rozmówca zwykle pytał „Dlaczego cyklistów?”, by w odpowiedzi usłyszeć „A dlaczego Żydów?”.

Mamy więc do czynienia ze zgrabnym chwytem retorycznym. Wystarczy zestawić „podejrzane” kategorie z grupą, która na pierwszy rzut oka do nich nie pasuje i gotowe. Rozmówca, pytając o cyklistów, niejako zdradza, że wina Żydów i masonów jest dla niego oczywista.

Ten sam mechanizm wykorzystywano w czasach PRL:

– Będziemy wieszać partyjnych i cyklistów!
– A dlaczego cyklistów?

Proste, prawda? Warto też pamiętać, że szczególnie dawniej rowery były czymś dziwacznym, co dodatkowo wzmacniało kontrast i absurd całego zestawienia.

No dobrze, ale dlaczego dziś, 200 lat od skonstruowania pierwszych jednośladów, rowery wydają się czymś dziwnym i wciąż zaprzątają tęgie głowy ministrów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się jeszcze bardziej – mniej więcej do ery kamienia łupanego.

W świecie samochodów rowerzysta jest dewiantem

Brytyjski psycholog Tom Stafford prowadzi badania na temat agresji pomiędzy kierowcami a rowerzystami. Naukowiec twierdzi, że konflikt ma swoje źródło w ewolucji naszego gatunku. Od początku ludzie, chcąc przetrwać, musieli polegać na sobie i współpracować. Ten, kto nie przestrzegał reguł i „jechał na gapę”, był karany. Krótko mówiąc, jeśli nie pomogłeś upolować mamuta, nie licz na obiad.

Zdaniem Stafforda ten sam mechanizm odpowiada za „karanie” rowerzystów przez właścicieli samochodów. Kierowcy postrzegają samych siebie jako normalne, przestrzegające zasad jednostki. Jeśli normą jest posiadanie auta i solidarne stanie w korku, to rowerzyści zwyczajnie oszukują – jeżdżą, gdzie chcą, omijają korki i nie płacą podatków zawartych w paliwie. Są inni.

W ten sam sposób wegetarianie różnią się od reszty. Nie jedzą mięsa, jak porządni ludzie. Łamią zasady i w efekcie lądują w jednym worku z rowerzystami. Gdy dodamy do tego osoby nieoglądające telewizji, pary mieszkające razem bez ślubu i kilka innych kategorii „odmieńców”, zrobi się całkiem doborowe towarzystwo :-)

Więcej na temat badań Toma Stafforda przeczytacie tutaj. Polecam.

 

Fot. 1