Co jest potrzebne w rowerze miejskim, a co możesz sobie darować

Co jest potrzebne w rowerze miejskim, a co możesz sobie darować

Szukasz roweru na miasto? Sprawdź, czy przypadkiem nie przepłacasz za wyposażenie, które nie będzie ci potrzebne.

Rower miejski jest jak scyzoryk. To praktyczne narzędzie, które ułatwia codzienne życie. Jednak podobnie jak w przypadku składanych noży, rowery bywają wyposażone w części, które nie zawsze się przydają. Jeśli macie scyzoryk, doskonale wiecie, że poza ostrzem, korkociągiem i otwieraczem do butelek reszta bajerów rzadko jest w użyciu.

Kupując rower do jazdy po mieście trzeba liczyć się z tym, że każdy zbędny bajer podnosi jego cenę. Z kolei darowanie sobie niektórych części może negatywnie odbić się na komforcie jazdy. Jak zatem znaleźć złoty środek? Najlepiej zacząć od zdrowego rozsądku i lektury tego krótkiego poradnika.

Bez tego nie wyjeżdżaj na ulice

Czyli wszystko to, bez czego jazda rowerem nie jest ani wygodna ani bezpieczna. 

Przerzutka. Kupując rower miejski lepiej odpuść sobie modele pozbawione biegów. Zwykle są trochę tańsze, ale podczas jazdy szybko odczujesz brak przełożeń. W każdym mieście znajdzie się jakaś górka albo kawałek dobrej trasy, na której chce się pocisnąć szybciej. Niezbędne minimum na miasto to 3 biegi.

Błotniki. To kolejna część, której brak szybko się odczuwa. Nawet jeśli nie wyjmujesz roweru gdy pada deszcz, to zawsze trafi się jakaś kałuża, której zawartość ląduje później na ubraniu. Dodatkowo błotniki chronią trochę napęd roweru (woda z błotem nie chlapie na łańcuch).

Oświetlenie, sprawne hamulce i reszta wyposażenia wymagana przepisami. Tutaj sprawa jest prosta i nie ma się co rozwodzić.

Rzeczy, które mogą się przydać

To dosyć obszerna kategoria, bo i rzeczy ułatwiających życie rowerzysty jest sporo. 

5 – 7 przełożeń. Przerzutka to podstawa, natomiast liczba biegów większa niż 3 to podstawa komfortowej jazdy. Większy zakres przełożeń pozwala też podjeżdżać pod bardziej strome wzniesienia albo rozpędzić rower do większych prędkości. Niestety, w przypadku 7-biegowej przerzutki w piaście zwykle trzeba liczyć się z wyższą ceną roweru.

Bagażnik albo koszyk. Niby można wozić ze sobą rzeczy w torbie na ramieniu lub w plecaku, ale nie jest to idealne rozwiązanie, szczególnie latem. Miejsce, w którym torba przylega do ciała szybciej się poci. Poza tym niektóre rzeczy łatwiej przewieźć, gdy nie spoczywają na plecach.

Osłona łańcucha. Tutaj wyróżniamy dwa typy: jakaś osłona łańcucha oraz pełna osłona łańcucha. Pierwsza z nich uchroni nogawkę przed zabrudzeniem i wkręceniem w łańcuch. Drugi typ dodatkowo zabezpiecza sam łańcuch przed wodą i resztą syfu. Dzięki temu zużywa się wolniej i nie trzeba go zbyt często smarować.

osłona łańcucha

Dobrze amortyzowane siodełko. Na przykład ze sprężynami. Skoro już ruszyliśmy cztery litery na rower, warto zadbać o ich komfort ;-)

Koła z obręczami stożkowymi. Podwójne obręcze są bardziej wytrzymałe. To oznacza, że nie wyginają się łatwo w kontakcie z krawężnikami i innymi miejskimi atrakcjami.

obręcz stożkowa

To możesz sobie darować

Czyli za co nie warto dopłacać kupując rower na miasto.

Amortyzator. Chociaż polskie ulice pozostawiają wiele do życzenia, kupowanie roweru z amortyzatorem jest zbędnym wydatkiem. Dziury nie są na tyle duże i częste, żeby inwestycja w amor była opłacalna. Tym bardziej, że ta część powinna być odpowiednio serwisowana.

amortyzator rower

Duża liczba przełożeń. Biegi przydają się na mieście, ale też nie ma co przesadzać. Kupując rower z 11-rzędową kaseta z tyłu możesz mieć pewność, że większości przełożeń i tak nie będziesz wykorzystywać.

Hamulce tarczowe. Może wyglądają fajnie, ale w mieście w zupełności wystarczą popularne V-brake’i, zwykła kontra lub hamulce schowane w piastach (rolkowe, bębnowe). Tarczówki, podobnie jak duża liczba przełożeń, zwiększają cenę roweru, ale w warunkach miejskich nie są w pełni wykorzystywane.


To tyle z mojej strony. Jeżeli macie własne przemyślenia i porady dla kupujących rower miejski, komentarze pod wpisem są do waszej dyspozycji. 

Fot. 1, 2, 4

23 Comments Co jest potrzebne w rowerze miejskim, a co możesz sobie darować

  1. Krzysztof Słychań

    Nie wyjeżdżaj:
    -sprawne hamulce, błotniki, bagażnik, oświetlenie (biały / żółty selektywny przód, czerwony tył), dzwonek (polecam duży ding-dong),
    -rower w dobrym stanie technicznym: nasmarowane łożyska bez luzów, naoliwione linki, łańcuch poprawnie napięty (dotyczy rowerów bez przerzutek zewnętrznych) i naoliwiony (nie przy użyciu WD40 – to środek czyszczący!), odpowiednie ciśnienie w kołach, dokręcone wszystkie śruby, sztyca i mostek nie wyciągnięte ponad miarę, dokręcona korba

    Bardzo przydatne:
    -niezawodne opony (Marathon Plus itp.),
    -dętki z wentylem typu samochodowego (Schrader) – pompujemy kompresorem na stacjach benzynowych,
    -dynamo w piaście (zwł. jeśli kupujemy nowy rower i/lub dużo jeździmy w nocy),
    -3 biegi w piaście, choć na singlu też można – np. Łódź jest równa jak stół. UWAGA: odradzam stare piasty Shimano 3CC. Bardzo dziadowskie – dużo lepszy jest Sachs, Sturmey-Archer lub Shimano Nexus,
    -pełna osłona łańcucha (łańcuch się nie brudzi, nic nie brudzi się od łańcucha, łańcuch nie rdzewieje w deszczu/śniegu),
    -blokada-podkowa na tylne koło z łańcuchem i/lub U-lock,
    -siodełko ze skóry – najlepiej Lepper lub Brooks, i reklamówka tudzież pokrowiec do ochrony przed deszczem. Siodełko można zabezpieczyć przed kradzieżą za pomocą kawałka starego łańcucha rowerowego:
    -lusterko (polecam okrągłe Busch und Müller – droższe, ale bardzo niezawodne),
    -wytrzymałe obręcze, polecam nierdzewną stal (holenderskie Van Schothorst),
    -trąbka na samochody wymuszające pierwszeństwo

    Może się przydać:
    -klucz nastawny,
    -reperaturka do dętek + łyżki do opon + pompka (o ile nie masz niezawodnych opon),
    -napinacze łańcucha,
    -przedni bagażnik (jeśli robisz zakupy, coś wozisz itp.),
    -koszyk lub skrzynka na przedni bagażnik,
    -mechaniczny licznik (dla miłośników vintage) – nie wszędzie da się założyć,
    -nóżka – podwójna centralna, lub zintegrowana z bagażnikiem,
    -gumy na bagażnik,
    -hamulce bębnowe lub rolkowe na przód (w połączeniu z dynamem w piaście),
    -grube szprychy – 2.34mm – z tyłu, a dla rowerów transportowych także z przodu,
    -winylowe osłonki na tylne koło (o ile ładniej!),
    -tylny błotnik z białym paskiem (jw),
    -sprężyna naprowadzająca kierownicę na prostą (ułatwia parkowanie, załadunek i jazdę),
    -tylna lampka z podtrzymaniem świecenia – nie gaśnie gdy np. czekamy na światłach.

    Odpuść sobie:
    -przerzutki zewnętrzne,
    -amortyzatory,
    -plastikowe błotniki typu góralskiego
    -bateryjne lampki – jeśli dużo jeździsz w ciemności,
    -hamulce V-brake, szczękowe i tarczowe (mało odporne na pogodę),
    -stroje superbohatera lub robotnika budowlanego, i takie tam ;)

    Reply
      1. Krzysztof Słychań

        Dzięki;
        jeżdżę codziennie od prawie 5 lat i mam trochę praktyki w naprawianiu rowerów. Wcześniej jeździłem „sezonowo”, na dziadowskim góralu, który się psuł i doszedłem do wniosku, że będzie tylko gorzej. Kupiłem holenderkę. W zasadzie to Witek – autor nieodżałowanego bloga Łódź Cycle Chic – zainspirował mnie do tego czynu. W porównaniu z góralem – niebo i ziemia…

        Przez te kilka lat miałem okazję:
        -złamać dwie ramy (i oddawać je do spawania, piaskowania i lakierowania); gdy padła pierwsza, jeździłem na przymałej damce na 26″ kołach, z podmienioną sztycą i mostkiem.
        -stracić korbę na „dziewiczym rejsie” pierwszej holenderki podczas kwietniowej Masy Krytycznej w 2010r. Była przyspawana do suportu przez kogoś, kto nijak nie znał się na mechanice… gwint odpadł i nie chciało im się zmienić ośki w suporcie.
        -zaplatać koła, może już kilkanaście? Pierwsze lubiły się rozcentrowywać, pękały w nich szprychy. Później było lepiej. Sporo brakuje mi do perfekcji – koło czasem bije na boki o 0.5…1mm, ale dla mieszczuchów z hamulcami bębnowymi/torpedo to akceptowalny wynik. Ważne, że koła pod obciążeniem się nie rozcentrowują, a szprychy nie pękają.
        -robić przeglądy i naprawy wszystkich piast biegowych Sachs; nie miałem jeszcze okazji zaglądać do SRAM, Shimano Nexus ani Sturmey-Archer.
        -polować na zabytkową dynamopiastę Sturmey Archer GH6 na brytyjskim eBay, a potem ją remontować… rdza skleiła ją tak dobrze, że pozostawała opalarka + młotek.
        -przetestować i wywalić na złom mnóstwo badziewia: tanie zrywające się szprychy, kiepskie obręcze, rdzewiejące błotniki i kierownice, zatarty zintegrowany suport, rozpadającą się osłonę łańcucha itd.
        -kupić sobie towarówkę – Sorte Jernhest. Solidny sprzęt produkowany w Kopenhadze; skandynawskie mamy wożą tym dzieciaki. Szósty albo siódmy rower towarowy w Łodzi; pierwszy tej marki. Używam go do cięższych transportów, głównie do wywożenia złomu na skup. Znalazłem ogłoszenie na Tablicy (zanim wszedł OLX) jesienią 2013r. Sprzedawca w Nałęczowie, cena ok. 1000zł, czyli ok. 1/7 ceny nowego. Załatwienie transportu po znośnej cenie było nie lada przedsięwzięciem.

        Reply
  2. Justyna

    Kiedyś myślałam że koniecznie, ale to koniecznie potrzebuję koszyka, a wystarczyło zmienić stary plecak na wygodniejszy :) Chociaż na gorące lato przestawię się jednak na jakąś sakwę.

    Całkiem podoba mi się opcja dynama w piaście, ale tylko taka z podtrzymaniem światła po zatrzymaniu. Nie wyobrażam sobie stać w nocy nieoświetlona na środku skrzyżowania.

    I co jeszcze: siodełko regulowane szybkozamykaczem, a nie śrubą wymagającą klucza! Szczególnie dla dziewczyn, ubierających buty o różnej grubości podeszwy/obcasa. Sama się zdziwiłam jaką różnicę robi zmiana wysokości siodełka o marne 3 cm :)

    Reply
    1. Krzysztof Słychań

      Plecak w moim przypadku odpada. Pocący się grzbiet – to nie dla mnie…
      Lampki z podtrzymaniem są łatwe do nabycia np. tu: http://www.rowerystylowe.pl/c-229/lampki-tylne-na-dynamo – te w granicach 30zł zupełnie wystarczają. „Steady” lub „standlicht” oznacza podtrzymanie.

      Zmiana pochylenia lub wysokości siodełka istotnie robi różnicę. Dobieramy tak, by noga była lekko ugięta w kolanie, gdy pedał jest na dole. Obcasy niewiele tu zmieniają (wystarczy, że pedał będzie pod śródstopiem, a nie pod palcami), za to koturny już tak… Samozamykacz jest praktyczny, lecz bardzo ułatwia kradzież siodełka, więc nie radzę używać w połączeniu z Brooksem.

      Reply
      1. Justyna

        Obcasów akurat unikam jak ognia, ale czuję różnicę już przy przesiadce z płaskich trampek na adidasy z solidną podeszwą. W starym rowerze siodełko mam właśnie na śrubę, więc z lenistwa ustawiłam je na uśrednionej pozycji i jakoś z tym żyję.

        O kradzieży siodełka nie pomyślałam, będę pamiętać jak mi się kiedyś zachce Brooksa :)

        Reply
        1. Olo

          Siodełko, przed kradzieżą, można zabezpieczyć kawałkiem starego łańcucha. Z tego co piszo w internetach, to dość popularne rozwiązanie w USA. W Polsce jeszcze się z tym nie spotkałem.

          Reply
          1. Maciej Rutecki

            Fajny patent. Właśnie się zastanawiam nad jakimś trwałym zabezpieczeniem siodełka.

          2. ciembor

            Zaciski antykradzieżowe zabezpieczają w podobnym stopniu, a ważą mniej i nie wpływają wizualnie na rower.

        2. Maciej Rutecki

          „Obcasów akurat unikam jak ognia”

          Zauważyłem coraz więcej kobiet w obcasach i twierdzą, że (nie licząc szpilek) są bardzo wygodne. :)

          Reply
  3. Maciej Rutecki

    Powtórzę się z komentarzem z FB, ale dużo osób nie docenia pełnej osłony łańcucha:

    Co daje osłona łańcucha? Smarowanie łańcucha co 4000km, żywotność 15000 (co najmniej, bo pomiary wciąż trwają). I to przy całorocznej jeździe, >30km dziennie. Nie wrócę do roweru bez osłony; w mieście to nieporozumienie.

    A amortyzowane siodełko jest o niebo lepsze od amortyzowanej sztycy i przy okazji trwalsze. Znam osoby, które używają np. brooksa i w sumie mnie przekonały. Tylko ta cena…

    I ważne są dobre opony.

    Reply
      1. Maciej Rutecki

        Patrząc na mój rower: jakoś nie widzę szans, żeby łańcuch mógł spaść — pomijam, że nie ma miejsca, to napinacz (znacznie mocniejszy niż w przerzutkach zewnętrznych) na to nie pozwoli. W każdym razie po 13(15?) tysiącach kilometrów nie miałem takiej niespodzianki.

        Starsze „holendry” mają ciut gorzej, bo tam naciąg łańcucha realizuje się za pomocą dwóch śrub przy tylnym haku, ale też nie spotkałem nikogo, kto by miał z tym problem. Żeby łańcuch spadł, to musi się „rozciągnąć”, a to wymaga wytarcia się tulei/sworzni, a to wymaga brudu w środku. Samo naciskanie na pedały z całej siły co najwyżej połamie korby (da się) lub zerwie łańcuch.

        Mogę się zgodzić: jak spadnie, to problem. Ale musi najpierw spaść. Okresowa (co kilka miesięcy) kontrola zapobiega takim niespodziankom.

        Reply
  4. Filip Szarecki

    Lusterko! Od czasu gdy mam je w mojej kolarce nie wyobrażam sobie innej jazdy. Wygoda włączania się do ruchu, zmieniania pasów i ogólnie rzecz biorąc całej jazdy wzrosła kilkukrotnie :)

    Reply
  5. tomek

    Z wiekszością punktów się zgodzę, z wyjątkiem przełożeń. Od pół roku dojeżdżam singlem do pracy w W-wie i jakoś nie brakuje mi dodatkowych biegów. Jeśli ktoś jeździ w miarę płaskim terenie to jedno przełożenie powinno zdać egzamin, no chyba że jest cherlawy i aparat oddechowy nie domaga :-) Poza tym w singlu możemy sobie dostosować twardość przełożenia zmieniając przednią lub tynią zębatkę, w zależności od naszych potrzeb. Zresztą w ostatnim czasie obserwujemy wyraźny trend minimalistyczny w rowerach miejskich, który zapoczątkowali kurierzy rowerowi ze swoimi ostrokołowcami, także przerzutki są zdecydowanie passe ;-)
    Oprócz błotników w jeździe miejskiej niedoceniana jest trochę osłona łańcucha – a szkoda, bo w deszczowej pogodzie jaką mamy teraz to dla mnie podstawowy element.

    Reply
    1. Maciej Rutecki

      ” Zresztą w ostatnim czasie obserwujemy wyraźny trend minimalistyczny w rowerach miejskich”

      On niemal zawsze był, szczególnie jak mówimy o klasycznych „anglikach” i „holendrach” (i to nie „ostrokołowcy” byli pierwsi). Jedynie producenci skupiający się na m.in. MTB próbowali wynaleźć koło na nowo, wymyślając niepraktyczne rozwiązania w mieście.

      Reply
    2. HPV Poland & Recumbent Bike

      Niby jak płasko to singiel czy ok będzie ok.
      Ale jednak taka Tamka czasem się trafi ;), lub choćby ciężkie zakupy czy
      przyczepka z dzieciakiem, które do przeszkolą trzeba odwieść i już przestaje być
      tak fajnie.
      I nie chodzi o to, czy ktoś jest cherlawy a raczej o kolana.

      Reply
  6. Remigiusz Marondel

    Ja złożyłem mieszczucha na chromomolibdenowej ramie 26,skośne haki co ułatwiło założenie 7-biegowego Nexusa z kontrą.Z przodu stary RST ale git,za 50 zł na placu,piasta z dynamem i hamulcem rolkowym,obręcze ze stali nierdzewnej,i po prostu jeżdżę,do codziennej jazdy gdzie przyjeżdżasz styrany po całym dniu a tu jak bym miał jeszcze przeczyścić napęd z przykładowo jakiegoś syfu bo jutro rano trzeba wsiąść i jechać…
    Dlatego od paru lat jeżdżę po mieście na planetarce i mam spokój.
    Śmiech mnie ogarnia jak słyszę gdy ludzie opowiadają jakie to mają przeboje z napędem i doborem łańcucha do kasety.

    Reply
    1. Krzysztof Słychań

      Prawda?
      W naszym przypadku kupuje się łańcuch 1/8″ (do singla) i po sprawie…
      Jeżdżę na S. Nexus oraz SRAM PC-1. Taya i KMC nie trzymały się dobrze, lubiły rdzewieć nawet w osłonie. Kiedy kasa pozwoli, strzelę sobie Wippermann Connex 1R8 lub 1E8. Ponoć nie do zdarcia; trzeba przetestować.

      Z drugiej strony, trzeba uważać na ustawienie linii łańcucha, tj. odległości od płaszczyzny symetrii ramy. Z przodu i z tyłu równo. Inaczej lubi nachodzić na zęby, a nie pomiędzy nimi… i może spadać. No i oczywiście prawidłowo naciągnąć, by się uginał o ok. 2cm.

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *